Flashbacki z obozu 2019

Jest listopad, na dworze już zimno, dlatego postanowiłam napisać dla Was post z tegorocznego obozu. Świder w zeszłym roku zrobił flashbacki z perspektywy kadry, a ja postanowiłam zrobić w tym roku podobny post, ale z perspektywy uczestnika (bo kadrą nie jestem, ale to szczegół).

Nasza tegoroczna ekipa

Środek lata, gdzieś w jakimś sosnowym lesie. Pierwszy dzień, pierwszy posiłek. Jest u nas zwyczaj, że przed jedzeniem sprawdza się czystość menażek. Jeśli nasza oboźna znalazłaby brud w menażce, to wtedy jest ona brudna i oficjalnie może zostać rzucona. Na początku menażki latały często, potem coraz rzadziej. Już po pierwszym dniu inne podobozy stały wokół naszego szeregu i słychać było „Oni rzucają menażkami! Czad!”. Widownia była usatysfakcjonowana, kiedy leciała menażka jakiegoś nieszczęśnika, my, jako ci nieszczęśnicy, trochę mniej.

Też jeden z pierwszych dni, ognisko otwierające obóz z dwoma innymi podobozami. Po przywitaniu się kadra jednego z podobozów zaczyna mówić, że ich obóz jako tematykę ma „Władcę Pierścieni”. Drugi obóz miał „Opowieści z Narnii”. „A 108 ma… Afganistan!”

Kolejną rzeczą były alarmy przeciwpożarowe. Kiedy nasza oboźna podczas sprawdzania porządków znalazła cokolwiek na ziemi, nasz namiot miał karny alarm i trzeba było w trzy minuty wynieść wszystko, a potem w takim samym czasie wnieść do namiotu. W tle zawsze leciały klimatyczne kawałki, aby umilić nam czas. Zdarzyło się nawet tak, że po jednym takim alarmie, kiedy sprawdzano, czy na pewno nic nie zostało na ziemi, znaleziono śmiecia. Namiotowy stwierdził, że chce kolejny alarm specjalnie dla muzyki.

Ostatnie sprawdzanie porządków, oboźna nie mogła nic znaleźć w moim namiocie. Wzięła więc cukierka z kieszeni, urwała kawałek papierka i rzuciła na ziemię, mówiąc ze śmiechem i lekkim wyrzutem w głosie: „Agnieszka! To alarm!” Plusem było to, że ostatecznie tego cukierka dostałam.

Alarm nocny. Jako pierwsza stawiłam się ze sprzętem. Oboźna dała mi kartkę z zaszyfrowanym tekstem, którą miałam odszyfrować. Była tam wiadomość, aby kiedy się to przeczyta, pójść spać. Wykonałam to polecenie z uśmiechem na ustach, że wrócę do mojego ciepłego łóżka. Kiedy już w niej leżałam, słyszałam, jak z drugiego namiotu ostatnia osoba dopiero się wygrzebuje na alarm.

Zajęcia z taktyki. Posiadaliśmy repliki ASG, ale bez kulek. Mieliśmy za zadanie taktycznie podejść do bazy i ubić wroga. Jako, że stwierdziłam, że i tak nie mam nic do stracenia, zaczęłam na cały głos krzyczeć „trararararara” piskliwym głosem. Nie powiem, rozbawiłam tym większość.

Gotowanie na ogniskach. Jeden z naszych robił coś w stylu kołacza (słodkie coś stworzone z mąki, wody i cukru). Aby się nie oparzyć, dał sobie na lewą rękę mokry ręcznik, po czym wziął gorącą menażkę. Prawą ręką.

Jedna z akcji

Manewry, czyli trzydniowa, tematyczna strzelanka. Naszym zadaniem, jako armii amerykańskiej, było pilnowania demokratycznych wyborów w Afganistanie. Ponieważ nie zdążyliśmy zrobić obiadu, czwórka naszych stała pod amboną i pilnowała urny wyborczej, a ja i jeszcze jeden żołnierz gotowaliśmy spaghetii z kiełbasą (na tamte warunki to był rarytas). W pewnym momencie okazało się, że jedna z kobiet, która chciała zagłosować, miała schowany piszczek elektryczny i wszyscy wokół umarli. Kiedy przyszłam, wszyscy wyborcy stali wokół urny i chcieli głosować. Nie mogłam na to pozwolić, ponieważ nie miałam listy, kto jest dopuszczony do głosowania. Zaczęłam mówić, że mamy przerwę techniczną, nie można głosować… Wyborcy zaczęli skandować, aby Amerykanie sobie poszli, że zabiliśmy im krowę (?) oraz inne takie hasła. Po chwili moi towarzysze odrodzili się i opanowali sytuację, a ja zaczęłam wracać na miejsce do gotowania. I wtedy właśnie przypomniałam sobie, że zostawiłam makaron na gazie. Wróciłam biegiem na moje miejsce i faktycznie, makaron był spalony.

Oczywiście, takich sytuacji było więcej. Codziennie zdarzało się coś, co rozbawiało nas wszystkich. I teraz, w listopadzie, kiedy siedzi się przez cały czas w domu, bo jest zimno i ciemno, tęskni się za takimi rzeczami najbardziej…

Ci się ten wpis? Udostępnij go na Facebooku!

Polub nas na Facebook, by nie przegapić kolejnych wpisów.

Informacje o gwiazdypolne

Uwielbiam rysować, biegać z najmocniejszym karabiem (który jest klejony izolką) po lesie oraz mojego psa Bubusia.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Harcerstwo i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s