Listy (poniekąd) miłosne, czyli dalsza część relacji z obozu

W piątek po zajęciach ze strzelania dynamicznego i statycznego z ASG (i po obiedzie) rozpoczęła się 24-godzinna gra przygotowana przez Komendanta obozu. My (108), razem z częścią Targetu i naszym oboźnym Kordim, byliśmy Rosjanami, którzy po wojnie nuklearnej wyszli wreszcie na powierzchnię i walczą o nieskażony teren z Polakami. Relację w formie listów napisaliśmy w trakcie obozu i z dumą w głosie i sercach czytaliśmy na porannym apelu w niedzielę.

(Poprzednią część relacji możecie przeczytać tutaj.)

Towarzyszko Alono!

Mam nadzieję, że dotarł do Was mój poprzedni list i mam zapytanie o odpowiedź, której nadal od Was nie otrzymałem.

Niestety nasze umówione spotkanie w Kawiarni Ludowej nie będzie mogło dojść do skutku, albowiem spotkał mnie zaszczyt wyjścia na powierzchnię i towarzyszenia naszej Armii Czerwonej w misji wojennej.

Żegnajcie i życzcie nam powodzenia, mimo iż misja i tak się uda.

komisarz do spraw prasowych,

Matjel Swidronow


15 dni później

Towarzyszko Alono!

Dziękuję za tak życzliwą z Waszej strony odpowiedź. Misja, oczywiście, zakończyła się powodzeniem. Wiem, że nie możecie się doczekać opisu całej akcji, który zamieszczę w tym liście.

Zaczęło się od heroicznej walki naszych dzielnych marynarzy ze zdecydowanie większymi siłami przeciwnika w liczbie jednej policyjnej motorówki uzbrojonej jedynie w bloczek do mandatów. Na szczęście po godzinnym opóźnieniu nasza wybitna jednostka dotarła na miejsce obozowiska, szybko odrabiając stracony na przeprawie czas.

Na miejscu podzieliliśmy się na drużynę szturmowo-desantową i daleki zwiad pilnujący obozu. Oddział szturmowo-desantowy ruszył, by upolować niedźwiedzia i zaspokoić wilczy głód przyszłych bohaterów narodu*(1). Polowanie poszło szybko i sprawnie – spotkali niedźwiedzia i przekonali go, by użyczył nam swojego prowiantu. Po czerwonym plecaku drużyna szturmowo-desantowa poznała, że niedźwiedź wspiera wspaniałą sprawę równości i braterstwa klas całego świata. Po drodze do niedźwiedzia nasz prześwietny oddział przejął wszystkie strategiczne punkty terenu.

Ja, wraz z wyspecjalizowaną w zwiadzie częścią oddziału, zarządzałem budową bunkrów. Po założeniu punktów ogniowych kontakt bojowy nawiązało z nami wielokrotnie silniejsze zgrupowanie przeciwnika**(2). Udało nam się odeprzeć sztorm, ale niestety zostałem lekko ranny***(3). Na Wasze szczęście opatrzył mnie medyk. Mimo osłabienia z powodu spustoszenia poczynionego w moim ciele przez pociski przeciwnika udałem się razem z moim oddziałem na zwiad. Byliśmy w pobliżu obozowiska wroga i odbiliśmy z jego rąk kilka z punktów strategicznych na tym terenie. Po powrocie do naszej bazy udaliśmy się na zasłużony odpoczynek. W tym czasie towarzysze Kordiumow i Gruchow poszli filtrować wodę z jeziora. My natomiast zostaliśmy otoczeni przez dwie grupy wroga – jedną była drużyna fleciarzy starająca się wywabić nas z kryjówki, a drugą oddział myszy.

Po czterech godzinach aktywnego filtrowania wody dwójce naszych bohaterów udało się powrócić do obozowiska. Do rana heroicznie zmieniające się warty strzegły życia naszego bohaterskiego oddziału.

Kolejny dzień walki zaczęliśmy intensywnie – od kolejnego zwiadu na obóz wroga i kolejnego polowania na niedźwiedzia, którego tym razem musieliśmy zaskoczyć w gawrze, gdyż zaspał i nie zdążył wpaść w naszą pułapkę. Niedźwiedź ponownie dał się namówić, by wesprzeć naszą sprawę. Jak zwykle niezawodnym argumentem okazało się posiadanie przez mój oddział automatów Kałasznikowa.

Ze zdobycznym prowiantem dotarliśmy do obozu, by po chwili dowiedzieć się, że jesteśmy pod ostrzałem tych okropnych kapitalistów. Nie chwaląc się, moje przybycie do obozu zainspirowało towarzyszy do intensywniejszej walki i w rezultacie wyzwolenia kawałka bagna porośniętego brzózkami spod kapitalistycznej dominacji.

Pożywiliśmy się przepysznymi kanapkami z pasztetem i krakersami z dżemem. Dla bohaterów nastał wtedy czas odpoczynku. Tuż po nim ruszyliśmy do ostatecznego ataku na wroga, by uwolnić kupę krzaków i 5 punktów kontrolnych spod imperialistycznego jarzma kapitalistów. Pierwszą walkę nawiązaliśmy z równorzędnym przeciwnikiem****(4) i wygraliśmy bez problemu dzięki towarzyszowi Gruchowi i jego oddziałowi oskrzydlającymi przeciwnika. Następny kontakt*****(5) nawiązaliśmy z dużo silniejszym oddziałem******(6). Towarzysz Gruchow udowodnił swą gotowość do niesienia wszechrewolucji, oflankowując wroga i zabijając samodzielnie większość jego sił. Następnie bohatersko ruszyliśmy na obóz przeciwników i bez problemu go zdobyliśmy. W okolicy znaleźliśmy jeszcze antenę radiostacji i dwóch rekrutów kapitalistycznej armii. Potraktowaliśmy ich miłosiernie*******(7), po czym otworzyliśmy ostatnią kopertę z zadaniem. Udaliśmy się na rokowania pokojowe i udowodniliśmy przeciwnikowi swoją wielkość.

Towarzyszko Alono, mam nadzieję, że ta szczegółowa relacja zaspokoi Wasze oczekiwania. Liczę na szybkie spotkanie w Czerwonej Operze Ludowej na spektaklu „Robotnik i Wieśniaczka”. Załączam wyrazy szacunku. Niech nam żyje rewolucja! Śmierć kapitalistom!

wyższy komisarz do spraw prasowych,
członek Rady Ludowej

Matjel Swidronow


*(1) W tym mojej skromnej osoby.
**(2) Było ich trzech.
***(3) Zupełnie niegroźne odpadnięcie obu nóg.
****(4) Było ich dwóch.*****(5) SPOILER: wygraliśmy.
******(6) Było ich dwóch mniej niż nas.
*******(7) Wysłaliśmy ich do gułagu.

Relację drugiej strony konfliktu możecie przeczytać tutaj.


Spodobał Ci się ten wpis? Udostępnij go na Facebooku!

Polub nas na Facebooku i obserwuj na instagramie, by nie przegapić kolejnych wpisów.

Reklamy

Informacje o Edzia

Studentka informatyki, która w wolnym czasie lubi biegać po lesie z karabinem. Nałogowo czyta powieści Stephena Kinga (i nie tylko) i pije herbatę. Jest wytrzymała, systematyczna i punktualna. Można o niej powiedzieć, że jest wzorową uczennicą, grzeczniutką i milusią. Ci, którzy tak mówią, nie widzieli jej z karabinem w ręku. Jeśli Cię nie lubi, lepiej uciekaj albo od razu skocz z mostu. Pomimo trójki młodszego rodzeństwa uwielbia dzieci. Najchętniej kupiłaby grupkę małych Murzyniątek i niańczyłaby je. Mistrzyni Photoshopa.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Harcerstwo, Relacje i oznaczony tagami , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „Listy (poniekąd) miłosne, czyli dalsza część relacji z obozu

  1. Pingback: Jak dobrze być harcerzem, na obozie spędzać czas… | Blog Niewidzialnych

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s