Starcia w Wortellandzie

Wortelland – malownicza kraina u podnóża wrocławskich blokowisk. Od północy graniczy z Północą. Granica leży na nienazwanej i dzikiej rzece. Wortelland mimo swojego bogactwa, jest niezdolny do samodzielnej obrony granicy. Wortellandzkie wojsko wspierane jest przez kontyngent sojuszników.
fcaleniefotazobozu

Kontyngentem sojuszników byli harcerze ze 108WDS „Czerwonych Beretów” z Wrocławia i 98 DSH „MOST” ze Zgorzelca. Gdy młodzież dotarła do obozowiska, miała chwilę czasu by się rozpakować. Później dowódca bazy, w którego rolę wcieliłem się ja, zarządził zbiórkę i zrobił fabularną odprawę. Harcerze dowiedzieli się, że na granicy trwają potyczki i wojna wywiadów, jednak to ich strona jest górą. Wyznaczono dowódcę (Grucha), radiooperatora, medyka (Łukasz) i nawigatora (Dyś) Od razu zdradziłem im, że pierwszym zadaniem jest zatrzymanie samochodu z człowiekiem wrogiego wywiadu i porwanie go. Akcja została przeprowadzona wzorowo. Jako, że szpieg nie miał uzbrojonych ludzi, a auto poddało się kontroli na blokadzie drogowej, to obyło się bez wystrzału. Oficjalnie, bo nieoficjalnie to kierowca stał się ofiarą zdania „ma nie być świadków” wypowiedzianego przez szefa bazy do dowódcy oddziału przed wymarszem. No ale nic to, bo agent dotarł do bazy. Właściwie to go dotargano. Później sam się rozwiązał, po czym oddał mi sznurek. Prawdziwy tajniak.

Od tajniaka dowództwo specjalnymi metodami („poczęstuj się ciasteczkiem, ale dopiero, jak mi powiesz, co tu robisz”) wyciągnęło informacje o planowanym przez przeciwnika wypadzie. Wróg chciał zająć strategicznie ważne skrzyżowanie. Harcerze wspomagający siły Wortellandu też chcieli. Na chęciach się skończyło, bo gdy przeciwnicy przybyli, musieli szturchnąć Łukasza po plecach lufą repliki, by ten ich zauważył, a byli już na skrzyżowaniu. Rozgorzała ostra walka. 108 i MOST raz po raz traciły skrzyżowanie, by później je odzyskać. Na szczęście do godziny czwartej nad ranem sytuacja została opanowana. Harcerze odbili skrzyżowanie, wrócili do obozu i poszli spać.

Niestety przeciwnik wytropił ich i postanowił urządzić sobie strzelnicę. Gdy tylko w ostatnim namiocie zgasło światło, wróg zajął pozycje w półkolu na północnym zachodzie obozu i zaatakował. Harcerze postawili zasłonę dymną, dzięki czemu stroboskopy przeciwników wyglądały niemal jak Fontanna przy Pergoli. Mój zmysł artystyczny docenił to i kazał mi nagrać wideo. Niestety widać tylko ciemność. W każdym razie MOST wygramolił się z namiotu błyskawicznie (w wejściu wylądował granat dymny, chyba dlatego tak szybko wybyli) i zaczęli się odgryzać, nie zadając przeciwnikom strat. Po chwili dołączyła się 108. Z tym samym efektem. Oddział wycofał się do punktu zbornego i wykonał trzecie zadanie (tak, wycofanie się do punktu zbornego). Już myślałem, że mam chwilę spokoju w obozie, gdy wrócili! Wrócili i zaczęli strzelać! Odbili obóz, chyba zabrali parę rzeczy i wycofali się na dobre.

Gdy dotarli do punktu zbornego nawiązali kontakt z dowództwem i poprosili o dostawę sprzętu. Gdy zapytałem czego dokładnie potrzebują, z radia głos radiooperatora stwierdził: „tylko jedzenie!”. Po chwili zreflektowali się i poprosili o pałatkę. Więc dorzuciłem łącznikowi do plecaka jeszcze trochę petard z zapalnikami elektrycznymi i słodyczy. Przez radio podałem informację o następnym zadaniu.

fcaleniefotazbiwakumilitarnego

Harcerze musieli obserwować dwie główne drogi i zapisywać wyniki obserwacji. Ja z Ryterskim przechadzaliśmy się po nich spokojnie. Rozwinęliśmy kabel telefonu polowego, tropiliśmy harcerzy, którzy tym razem mieli pozostać niewykryci. Udało się to tylko 108. MOST został przez nas znaleziony dwa razy. Raz sam nas na siebie sprowadzili drąc się do radia. Za drugim razem mieszkańcy Zgorzelca mieli pecha. Jak? Znaleźliśmy najlepsze miejsce na punkt obserwacyjny w okolicy, a później do niego poszliśmy. Tak się złożyło, że oni też uznali go za punkt z najlepszym widoczkiem na drogi, o które toczyła się walka.

Po tym zadaniu dostali jeszcze jeden zrzut, a łącznik (jedyny uczestnik manewrów ze strony 38WDS „Target”) został już z nimi. W zrzucie dostali telefon polowy. To był spoiler następnego zadania…

…w którym harcerze mieli wpiąć się w linię telefonu polowego pomiędzy sztabem przeciwnika, a zdobytym w nocy obozem. Całą długość linii patrolowali harcerze z Wrocławskiego Szczepu Tam i z Powrotem: Ryty i Mumin (dzięki Panowie!), w obozie był dowódca sił inwazyjnych – pułkownik Ramirez – rasowy kowboj z Nowego Meksyku, a na drugim końcu linii, w środku lasu, siedząc na kurtce i próbując złapać wilka marzłem ja – tym razem generał Świdronow, szef Ramireza, przełożony sierżant Kowalskiej. Ładna kobieta-żołnierz była tematem przewodnim rozmowy. Generał chwalił się pułkownikowi, że weźmie ją ze sobą na wizytację nowej willi generała, zdobytej przez specjalny oddział Ramireza na zajętym terytorium. Harcerze podsłuchali także o której godzinie odbędzie się wizytacja. Całe zadanie nie zostało wykonane idealnie, bo Ryty i Mumin znaleźli miejsce, w którym w linię wpięli się przeciwnicy i skutecznie uprzykrzali życie uczestnikom manewrów.

Dowództwo po otrzymaniu informacji o wizycie generała postanowiło, że oddział ma przeprowadzić zamach przy użyciu zrzuconych wcześniej ładunków odpalanych elektrycznie. Niestety, gdy wybiła godzina wizyty generała ładunek nie wypalił. Gdyby nie to, wojna zakończyłaby się wcześniej. Wyszło tak, że gdy petarda nie wypaliła harcerze po prostu natarli na oddział Ramireza i Świdronowa. Jednak generał i pułkownik zdążyli skryć się wraz z obstawą w willi i odparli szturm. Ramirez został wraz z jednym ochroniarzem i poświęcił życie, by Świdronow mógł uciec. (Pośmiertnie go odznaczono kebabem po akcji. Sam go sobie kupił i zjadł.)

kia

Ostatnim zadaniem harcerzy było zajęcie willi, wyznaczenie w niej lądowiska na dachu i dotrwanie do ewakuacji. W trakcie obrony zarówno siły inwazyjne, jak i 108 i MOST używały pirotechniki. „Granaty” wlatywały przez okna i spadały po schodach. Ekran dymny umożliwił kadrze manewrów zajęcie pierwszego piętra dwupiętrowej willi. Długo się jednak nie ostali, gdy tylko rozwiał się dym (czyli jakąś minutę później), harcerze przestali strzelać na ślepo i wbiegać w ściany zamiast trafiać w drzwi, odbito poziom.  Mimo ponawianych raz po raz szturmów siepaczy Świdronowa uczestnicy wytrwali.
fcaleniefotazbiwakumilitarnego2Chciałbyś przeżyć coś takiego?

Wstąp do naszej drużyny! Zbiórki odbywają się we wtorki o godzinie 17:00. Spotykamy się na pętli autobusowej na Kozanowie. Po więcej informacji odwiedź stronę 108wds.pl

Czekamy na ludzi w wieku starszoharcerskim i wędrowniczym! (13+ lat)


Spodobał Ci się ten wpis? Udostępnij go na Facebooku!

Polub nas na Facebooku i obserwuj na instagramie, by nie przegapić kolejnych wpisów.

Reklamy

Informacje o czlowiekktorybylczolgiem

przyszły reporter (jak się uda), pasjonat historii i dusza towarzystwa. Uwielbia wszystko, co związane z militariami, godzinami może mówić o czołgach. Ma głowę pełną pomysłów, które stara się na bieżąco zrealizować. Uwielbia lasy, chciałby kiedyś sobie kupić jeden i nigdy z niego nie wychodzić. Gdyby nie było to niepoprawne społecznie obrósłby mchem i został drzewem. Zawsze nosi ze sobą apteczkę pierwszej pomocy i śpiewa pod prysznicem.
Ten wpis został opublikowany w kategorii ASG, Harcerstwo, Relacje i oznaczony tagami , , , , , , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s