Wielka Fabularna Wymiana Kompozytu 3 – relacja

WFWK tym razem odbyło się deszczowego dnia w groźnym Cebulostanie. Między sobą walczyły dwie strony – strona Betonu (tzn. strona Cebulostanu) i strona Postępu (tzn. opozycja), obie dowodzone przez niesamowicie uzdolnionych dowódców Bożygniewa Grzmipałę i… no, tego drugiego. Nikt nie wie, jak się nazywał, ale przynajmniej umiał dowodzić.

DSCI1243

Cała zabawa rozpoczęła się o 9:30. To wtedy organizator akcji, Świder, podzielił przybyłych licznie na wydarzenie ASGejów na dwie drużyny, pokrótce opowiedział im o zadaniach i zasadach panujących podczas rozgrywki. Przedstawił też dowódców – on miał być Bożygniewem Grzmipałą, a drugą stroną konfliktu dowodził Grucha. My z Agnieszką postanowiłyśmy być cywilami i hasać po polach i lasach, co wychodziło nam całkiem nieźle. Pomagałyśmy też obu stronom konfliktu, ale nie za darmo. (W tym okrutnym kapitalistycznym świecie nie ma nic za darmo.)

Ludzie się rozeszli na miejsca respów, z których mieli zacząć pierwsze zadanie – strona Betonu miała przepatrolować drogę, a strona Postępu miała, jak można się spodziewać, zrobić na nich zasadzkę. Razem z Agnieszką postanowiłyśmy utrudnić obu stronom zadanie. Schowałyśmy się w krzakach przy drodze, którą mieli przechodzić ludzie Bożygniewa, i jak tylko ich zobaczyłyśmy, zaczęłyśmy łamać suche gałązki, które miały imitować skradających się ludzi. Minęła chwila i usłyszałyśmy strzały kierowane w naszą stronę! Obie dostałyśmy po kilka kulek, ale byłyśmy nieśmiertelnymi cywilami, więc nie przejęłyśmy się tym, tylko wyhasałyśmy na drogę i przebiegłyśmy między dwoma rzędami idących szachownicą Betonów. Chyba nie zrozumieli naszego poczucia humoru. No trudno.

Czas popsuć trochę szyki drugiej stronie konfliktu. Chodząc po lesie z drugiej strony drogi, zobaczyłyśmy kilku pochowanych ludzi ze strony Gruchy. Podeszłyśmy do jednego z nich, żeby porozmawiać i zaproponować mu bardzo opłacalny układ. Miał dla nas zatańczyć lub zaśpiewać, by w zamian otrzymać pomoc dla swojej drużyny i kawałek czerwonej taśmy izolacyjnej. Czyż to nie jest układ najcudowniejszy na świecie? Na swoje (i swojej drużyny) szczęście nasz kolega (niestety nie przedstawił się, ale jeśli to czytasz, kolego, to pozdrawiam!) zgodził się i wykonał Pierwszy Taniec na Wielkiej Fabularnej Wymianie Kompozytu 3. Rola godna zaszczytu. Po chwili z krzaków obok wyłonił się drugi osobnik z tej samej drużyny (pozdro dla Ciebie też, Gądi!), który też zatańczył i też dostał kawałek czerwonej izolki. Ich drużynie pomogłyśmy dopiero jakiś czas później, bo kiedy wróciłyśmy na drogę, okazało się, że Betony schwytane w zasadzkę wycofały się na wały, co było pomysłem porównywalnym z atakiem na Rosję zimą. Znaczy zły to był pomysł i nie mieli już szans na wygranie tego zadania, ale mimo tego próbowali, jak tylko się dało. Gądi dał nam za zadanie przejść przez środek pola, które było granicą między obiema stronami. Tak po prostu, żeby ich rozproszyć naszymi wdziękami. Zrobiłyśmy to z chęcią i nawet dałyśmy stronie Postępu informacje o pozycjach Betonów. Potem przez krótką chwilę byłyśmy żywą tarczą dla kilku typków, ale jak zrobiło się ostro, to uciekłyśmy i uznałyśmy nasz dług za spłacony.

Podeszłyśmy do strony w wuzetach (znaczy Betonów) od tyłu. Okazało się, że mają dobrze rozwiniętą myśl strategiczną i tyłu pilnowali, więc propsy dla Was, chłopaki! Niestety długo nie mogłyśmy znaleźć nikogo, kto by dla nas zatańczył, ale ostatecznie znalazło się dwóch, którzy dostali po kawałku czerwonej izolki. Ich zadanie dla nas polegało na dezinformacji przeciwnika, przez co poczułyśmy się jak prawdziwi szpiedzy!

Znudziły nas kontakty z obiema stronami, zwłaszcza, że właśnie zaczęli się intensywnie ostrzeliwać nawzajem. Odeszłyśmy więc w stronę Grzyba, a po drodze spotkałyśmy dwóch żołnierzy Postępu, którzy twierdzili, że tam właśnie mają być. No spoko. Zatańczyli dla nas, a w zamian powiedziałyśmy im, że ostatnia informacja dla ich kolegów była kłamstwem, za które zapłacili wuzetowcy. Nasi nowi koledzy przekazali tę informację przez radio do swojego dowódcy, a my wróciłyśmy na Grzyba. Po niedługiej chwili pod Grzybem znalazło się dużo Betonów. Martwych. Tak jak mówiłam, zły pomysł mieli. Bardzo zły.

Po króciutkiej przerwie zaczęło się kolejne zadanie. Betony miały znaleźć rozbity latający dywan i przewieść pilota do szpitala, a Postęp miał odnaleźć podróżnika w czasie i jego też przetransportować do szpitala. Ja z Agnieszką postanowiłyśmy trochę pochodzić po terenie gry i zobaczyć, kogo spotkamy. Najpierw spotkałyśmy naszego męża z pierwszej edycji WFWK, Rahida (dalej zwanego Matim), który dla nas zatańczył za przyjemność przejścia z nami do respa. Powiem Wam w tajemnicy, że opylało mu się. Doborowe towarzystwo. Po drodze zobaczyłyśmy dwóch typków, którzy zgubili swoją drużynę. Za naszą pomoc musieli zapłacić tańcem, a jeden z nich, Olek, tańczył lepiej niż ktokolwiek inny, i nawet podczas tańca ściągnął dla nas kamizelkę taktyczną, ogarniacie to? To było niesamowite! ♥ Dostał najdłuższy kawałek czerwonej izolki i naszą dozgonną sympatię. No i numer telefonu do Świdra, który był jego dowódcą. W międzyczasie Rahid-Mati odszedł, żeby nadążyć za swoją ekipą, więc my poszłyśmy kawałek za nim, żeby go jednak trochę odprowadzić. Dał sobie radę, oczywiście, a my wróciłyśmy na Grzyba, gdzie dowiedziałyśmy się, że mamy załatwić rozpałkę na ognisko. Ponieważ najlepszą rozpałką jest kora brzozowa, poszłyśmy ją odszukać i zebrać. Koło brzozy spotkałyśmy kolejnego zagubionego, ale tym razem ze strony Postępu. Przedstawił się nawet jako Rafał, więc pozdro dla Rafała! Za numer telefonu do swojego dowódcy, Gruchy, zaśpiewał nam kawałek „Wehikułu czasu” Dżemu i nawet żałował, że nie ma przy sobie harmonijki, bo by dla nas zagrał coś fajnego. Jeśli umiecie na czymś grać – pamiętajcie, żeby wziąć to na następną edycję WFWK!

Rafał poszedł z nami w kierunku Grzyba, a my udałyśmy się do szpitala polowego, w którym miało płonąć ognisko (nikt nie wie, po co ognisko w szpitalu, no ale okej). Oczywiście udało się je perfekcyjnie rozpalić, a już po niedługiej chwili w okolicy pojawili się ludzie Gruchy (znaczy strona Postępu). Ze sobą przyprowadzili podróżnika w czasie i jego piękny drewniany karabin. Nasz najlepszy medyk go uleczył, więc kazaliśmy Postępowi odejść stąd jak najszybciej, żeby ludzie Bożygniewa mogli do szpitala przywieźć panią pilot latającego dywanu. Nawet nie wiecie, jaki widok nas czekał po chwili! Przez środek pola szła grupa ludzi ubranych w większości na zielono. Jeden z nich trzymał coś dużego i jasnego. Dywan. Beton uratował latający dywan! Tak! Łomatko, jak ja kocham tych ludzi! ♥

Dywan!!!

Dywan!!!

Po uleczeniu pani pilot odbyła się krótka przerwa. A właściwie to długa. Miała trwać dziesięć minut, a trwała jakieś pół godziny! W tym czasie pojechaliśmy ze Świdrem, Mazurem (czyli podróżnikiem w czasie) i Julią (panią pilot latającego dywanu) przygotowywać kolejne zadanie, którym miało być nagranie lub zrobienie zdjęcia UFO. Naszym UFO był dron sterowany przez Mazura. Co prawda po pierwszym locie trochę się zepsuł i już nie latał, ale Aga wzięła to na swoje barki. Dosłownie. Podniosła drona i biegała z nim po drodze, żeby druga ze stron (strona Postępu, która przyszła trochę później) też mogła go nagrać.

Następnym zadaniem była obrona Grzyba przez drużynę Postępu. Po obczajeniu wszystkich miejscówek broniących, poszłyśmy się przejść do Betonów i zaproponować im informacje za, oczywiście, taniec. Zdziwili nas, bo i bez naszej zachęty robili synchroniczną (no, powiedzmy) musztrę, stojąc w szeregu. Kolega Remik wszystko nakręcił. Po tym kazałyśmy im tańczyć i, o dziwo, większość tańczyła. Dostali informacje, jakie chcieli, a potem przy nas ustalali, jak zaatakują przeciwników. Hehe, nowe informacje do sprzedania! Dopiero po chwili to ogarnęli i nasz ulubiony Olek zatańczył, żebyśmy nie sprzedały stronie Postępu tych informacji. I nie sprzedałyśmy, bo tańczył najlepiej.

Wróciłyśmy na Grzyba, żeby obserwować atakujących Betonów. Nie atakowali najlepiej, bo siedząc cały czas w jednym miejscu, zaczęłyśmy czuć się zagrożone dopiero po jakichś dwudziestu, może nawet trzydziestu minutach. Ale wiadomo, obrońcy zawsze mają lepiej.

Podczas następnego zadania bronili się wuzetowcy. Mieli bronić dywanu przed wojskiem opozycji. Obczaiłyśmy ich pozycje i poszłyśmy poszukać strony Postępu. Szłyśmy spokojnie drogą i gadałyśmy o jakichś bzdurkach, gdy nagle zobaczyłyśmy około trzydziestu facetów, którzy biegli w naszą stronę. Zeszłyśmy ze środka drogi, żeby zrobić im przejście, ale oni zatrzymali się półkolem koło nas! Na pewno chcieli przed akcją po prostu popatrzeć na coś ładnego, znaczy na nas. Niektórzy z nich myśleli, że jak oddadzą nam izolkę, to dostaną informacje, ale jak się dowiedzieli, że mają tańczyć (no po co nam izolka, seriously), to zrezygnowali. No cóż, nie dowiedzieli się, że mają tyły. Ich problem. To starcie i tak przegrali, bo wiadomo, broniącym jest łatwiej.

W ostatecznym rozrachunku wyszedł remis. Obie drużyny pokazały, co potrafią i, mam nadzieję, wszyscy wrócili do domów zadowoleni. Ja z Agnieszką nagrodziłyśmy też Olka za super-taniec i całą drużynę wuzet za taniec grupowy, bo byli bardzo zaangażowani w swoje role. Olek nawet dla nas zatańczył jeszcze raz! W nagrodę dostał najlepszego batonika, bo od nas. Wuzety jako całość też dostały jednego batonika do podziału (no sorry, hajsu zabrakło…). Później odbyło się medalowanie najlepszych wojowników po obu stronach. Odbyło się ono przy hymnie cebulostanu, skradzionym jak wszystko w tym państwie.

Następna Wielka Fabularna Wymiana Kompozytu odbędzie się najprawdopodobniej w czerwcu. Tym razem będzie prawdopodobnie płatna, ale nie martwcie się, to będą dwa-trzy złote za osobę, nie sto osiemdziesiąt! No i nasza impreza NA PEWNO nie skończy się przed czasem 🙂 Znowu będzie zarąbiście, dlatego już teraz zarezerwujcie sobie każdy możliwy weekend czerwca. Zapraszamy serdecznie! 🙂

Przypominam też, że jeśli chcecie, możecie napisać kilka słów swojej relacji o tej edycji WFWK i zyskać natychmiastową sławę i uwielbienie wszystkich dam. Opyla się! 🙂


Spodobał Ci się ten wpis? Udostępnij go na Facebooku!

Polub nas na Facebooku i obserwuj na instagramie, by nie przegapić kolejnych wpisów.


 

A teraz… foty!

Reklamy

Informacje o Edzia

Studentka informatyki, która w wolnym czasie lubi biegać po lesie z karabinem. Nałogowo czyta powieści Stephena Kinga (i nie tylko) i pije herbatę. Jest wytrzymała, systematyczna i punktualna. Można o niej powiedzieć, że jest wzorową uczennicą, grzeczniutką i milusią. Ci, którzy tak mówią, nie widzieli jej z karabinem w ręku. Jeśli Cię nie lubi, lepiej uciekaj albo od razu skocz z mostu. Pomimo trójki młodszego rodzeństwa uwielbia dzieci. Najchętniej kupiłaby grupkę małych Murzyniątek i niańczyłaby je. Mistrzyni Photoshopa.
Ten wpis został opublikowany w kategorii ASG, Relacje, Wielka Fabularna Wymiana Kompozytu i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s