Warsztaty obronne 2k15

Nie wiem, jak u Was, ale na Dolnym Śląsku ferie zimowe trwają już tydzień. Co prawda nie ma śniegu, a temperatury nie spadają poniżej zera, ale i tak fajnie jest odpocząć sobie od szkoły. 😉 W pierwszym tygodniu ferii odbyły się warsztaty obronne organizowane przez 108WDS. Przez cztery dni uczyliśmy się podstaw taktyki pola walki, maskowania, łączności, terenoznawstwa i survivalu. Nie było czasu tylko na jedną rzecz – nudę.

DSCI0601

Zaczęliśmy w poniedziałek od survivalu. Wyobraziwszy sobie, że poligon na Kozanowie jest tak naprawdę bezludną wyspą, a my mamy do dyspozycji tylko te przedmioty, które nam zostały po rozbiciu naszego samolotu, nauczyliśmy się budować schronienie przy użyciu liny i ponch. No i pobliskich drzew. Jakbyście kiedyś mieli się rozbić na bezludnej wyspie, wybierajcie tylko bezludne wyspy z drzewami. Najlepiej z brzozami, bo kora brzozowa jest najlepszą rozpałką, a ognisko jest kolejną z rzeczy niezbędnych na bezludnej wyspie. Je też uczyliśmy się rozpalać jako kolejne. Pamiętajcie – ognisko nie tylko dostarcza ciepło i odstrasza dzikie zwierzęta, ale też pozwala ugotować dobry obiadek. Lub zrobić dobrą herbatę. Nasza była wyjątkowo udana. 🙂

ognisko że o jacie

We wtorek było nas trochę więcej, więc uczyliśmy się podstaw taktyki pola walki. Patrolowanie, przechodzenie dróg, skrzyżowań, instrukcje w razie kontaktu – to wszystko przestało mieć przed nami tajemnice. Na koniec była krótka gra sprawdzająca zdobyte umiejętności, w której wszyscy jako team mieliśmy przepatrolować kilka dróg, a gdyby wystąpił kontakt, pokonać wroga. Wrogiem był Świder, który schował się na Grzybie. Na szczęście nasza czujka (pozdro, Piotrek!) była taka dobra, że go zauważyła, jak tylko znaleźliśmy się w zasięgu jego karabinu, i pokonaliśmy go szybką i sprawną akcją.

szczesliwosc

Kolejnym dniem zajęć był czwartek, a w czwartek była też Agnieszka, która wróciła ze snowboardowania z bolącą kostką. Tego dnia ćwiczyliśmy maskowanie, a w tym kostka specjalnie nie przeszkadza, więc dała radę. Najpierw mieliśmy się zamaskować w terenie leśnym, co zimą nie jest takie proste, bo po prostu nie ma zielonych roślin, które można użyć do maskowania i za którymi można się schować. Po zamaskowaniu graliśmy w grę o nazwie 123BJP (kto odszyfruje ten skrót? 😉 ), która polega na tym, że jedna osoba (Świder) stoi w miejscu i kiedy krzyczy „Nie patrzę”, my, uczestnicy, mamy się poruszać w jego kierunku. Kiedy krzyczy „Patrzę”, musimy się ukryć tak, żeby nie było nas widać. Jeśli nas widać i sterowany przez Świdra ślepy pocisk (Grucha) nas znajdzie, musimy wrócić na start. Aby wygrać, trzeba dotrzeć do Świdra. Wygrała Agnieszka, która zresztą najczęściej wygrywa w 123BJP. No ale wiadomo, najlepsze Agnieszki są najlepsze. 🙂 Drugi raz graliśmy w 123BJP na polu. No, nie do końca w 123BJP, bo Świder patrzył na nas przez cały czas, ale chodził też drogą, więc mogliśmy się przemieszczać, kiedy był daleko. Tym razem wygrałyśmy razem z Agnieszką, chociaż na ostatnim odcinku Świder nas zauważył (ale był daleko, a do końca gry zostały jakieś dwie minuty).

Ostatnia nasza gra tego dnia zaczęła się od stworzenia zasadzki. Mieliśmy zaatakować Gruchę i Świdra, którzy przemieszczali się określoną wcześniej drogą. Udało nam się perfekcyjnie, a naszym kolejnym zadaniem było schowanie się na niewielkim terenie tak, żeby nikt nas nie znalazł. Przykryci ponchami i stertami liści wydawaliśmy się nie do odkrycia, ale Remika poznali po oponie założonej na głowę (hehe). I tak jestem pewna, że nawet po dwóch latach nikt nie znalazłby schowanego przez nas Adama. Tylko popatrzcie na niego – maskował się perfekcyjnie:

blog

W piątek były zajęcia z terenoznawstwa i łączności. Najpierw mieliśmy znaleźć kilka ukrytych w lesie punktów, które mieliśmy zaznaczone na mapie. Było to zadanie proste, bo było stworzone z myślą o kompletnych nowicjuszach, a my jesteśmy już trochę lepsi niż nowicjusze. Problemem była tylko mapa, na której źle zaznaczone były linie wysokiego napięcia. Ale mimo tego wszyscy uczestnicy zajęć znaleźli wszystkie punkty. Potem mieliśmy śmieszne zadanie, które miało nam uzmysłowić, jak ważna jest dobra komunikacja. Dobraliśmy się w pary i jedna osoba z pary miała z zawiązanymi oczami przejść labirynt (no, taki narysowany na kartce). Druga miała ją przez ten labirynt przeprowadzić, ale polecenia mogły być tylko głosowe. Najgorsze było podawanie stron, w które druga osoba miała się „poruszać”, bo patrzyło się na labirynt do góry nogami, a więc lewa była prawą, a prawa – lewą. Po wykonaniu tego zadania kilka razy, aby każdy mógł prowadzić i być prowadzonym, dostaliśmy kolejne polecenie. Mieliśmy teraz rozwiesić w lesie dwie duże plastikowe płytki, a potem bronić ich przed zdobyciem przez Gruchę. Do dyspozycji mieliśmy radia, przez które mogliśmy się porozumiewać. Niestety Gruch zdobył jedną z dwóch płytek, a i drugą by zdobył, gdyby nie była tak wysoko na drzewie, że do jej zawieszenia Igna musiał wspiąć się na to drzewo. Ale na naszą obronę powiem, że teren był za duży dla zaledwie czterech osób (a potem trzech, bo Patyk musiał już iść coś załatwić), a Grucha chyba ma gdzieś pelerynę-niewidkę, tylko się nią po prostu nie chwali. Na pewno taką ma.

szczesliwosc i labirynt

W sobotę była gra sprawdzająca umiejętności zdobyte przez cały tydzień. Nie była już organizowana przez 108WDS, tylko przez Patyka z zaprzyjaźnionej z nami drużyny. To była pierwsza gra, którą organizował, dlatego było trochę niedociągnięć, ale jak na pierwszą grę, była naprawdę niezła. Na początek mieliśmy zrobić to, co w czwartek – schować się tak, by pozostać niezauważonymi. Tym razem na trochę większym i bardziej „chowalnym” terenie, ale i tak nas znaleźli. 😦 Takie chowanie się, kiedy druga strona wie, że ktoś się schował, jest ciężkie, zwłaszcza jak nie można się poruszać przez pół godziny, a pod ponchem brakuje już powietrza. Zdecydowanie nie polecam.

Naszym drugim zadaniem było zaatakowanie i utrzymanie przez pół godziny wzgórza na polu. Podzieliliśmy się na dwie mniejsze teamy i korzystając z radia, zaatakowaliśmy wzgórze z dwóch stron. Udało nam się je przejąć, ale już po chwili mieliśmy otworzyć kolejną kopertę (bo zadania były w kopertach, które mieliśmy otwierać o konkretnych godzinach). Okazało się, że teraz musimy znaleźć spadochroniarza, który znajduje się w lesie. Poszliśmy tam, ostrzelaliśmy wroga, który uciekł, i… już mieliśmy otwierać kolejną kopertę. Nasz wywiad dowiedział się, że spadochroniarz już jest nad rzeką, a my mieliśmy nie dopuścić do tego, by się przedostał na drugą stronę. Kiedy sprawdzaliśmy brzeg w poszukiwaniu naszego celu, wróg zaatakował nas z dwóch stron. Zginęliśmy wszyscy. Szef całej gry (Patyk) powiedział nam, żebyśmy nie wracali na respa, bo za daleko. Mieliśmy się po prostu ogarnąć ze wszystkim i o odpowiedniej godzinie otworzyć kolejną kopertę. Po jakimś czasie zadzwonił i powiedział, żebyśmy tamtą kopertę otworzyli już. To otworzyliśmy. Naszym zadaniem była obrona okrężna – mieliśmy siedzieć i czekać na otworzenie kolejnej koperty, nie dopuszczając do siebie wroga. Żadnego wroga nie było, więc przeczytaliśmy kolejne zadanie. BAZA została przejęta przez wroga! Musicie ją przejąć i ostatecznie wytłuc wszystkich najemników! Od teraz nie możecie się respić w bazie – więc jesteście „jednorazowi”. No dobra, skoro wróg przejął bazę, więc pewnie tam siedzi. Poszliśmy w tamtym kierunku dość żwawym krokiem (każdy żwawy krok oznacza szybszy powrót do domu i ciepłego obiadu!), ale nawet nie przeszliśmy stu metrów, kiedy zauważyliśmy podejrzany kształt za drzewem i musieliśmy zacząć strzelać. Znowu wzięli nas z dwóch stron i wszyscy zginęliśmy. Okazało się, że to mały błąd organizacyjny i mieliśmy jeszcze raz spróbować przejąć bazę, która była po drugiej stronie poligonu. Oni oddalili się szybko w tamtym kierunku, a my daliśmy im chwilę na przygotowanie do obrony i ruszyliśmy za nimi. My też bazę zdobywaliśmy z dwóch stron i udało nam się perfekcyjnie. Wygraliśmy.

swiderello

Jeśli Was nie było, to żałujcie. Było super.


Spodobał Ci się ten wpis? Udostępnij go na Facebooku!

Polub nas na Facebooku i obserwuj na instagramie, by nie przegapić kolejnych wpisów.

Reklamy

Informacje o Edzia

Studentka informatyki, która w wolnym czasie lubi biegać po lesie z karabinem. Nałogowo czyta powieści Stephena Kinga (i nie tylko) i pije herbatę. Jest wytrzymała, systematyczna i punktualna. Można o niej powiedzieć, że jest wzorową uczennicą, grzeczniutką i milusią. Ci, którzy tak mówią, nie widzieli jej z karabinem w ręku. Jeśli Cię nie lubi, lepiej uciekaj albo od razu skocz z mostu. Pomimo trójki młodszego rodzeństwa uwielbia dzieci. Najchętniej kupiłaby grupkę małych Murzyniątek i niańczyłaby je. Mistrzyni Photoshopa.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Harcerstwo, Relacje i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „Warsztaty obronne 2k15

  1. Agnes pisze:

    Raz, dwa, trzy, baba jaga patrzy <333

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s