Anegdotki z Fridrisia

Wróciłam do Wrocławia i do formy. Wiem, że się cieszycie i płaczecie ze szczęścia, nie musicie mówić. Opowiem Wam dzisiaj moje ulubione anegdotki ze statku i tym samym przybliżę wam trochę chopinowe życie.

Czyn społeczny

Jak raz się kupi jedzenie na statek, to trzeba będzie je jeść dopóki nie zgnije. Na początku rejsu, w Maladze, kupiliśmy warzywa, dżemy, makarony i tym podobne, i wypłynęliśmy. Kilka dni później na stoły trafił dżem pomarańczowy z wdzięcznym, hiszpańskim napisem „Naranja”. Był on tak niezjadliwy, że męczyliśmy się z nim około miesiąc, lecz wciąż go było tyle samo. Kiedy doszły do nas plotki, że zaczyna brakować niektórych produktów i prawdopodobnie będziemy kupować zapasy w następnym porcie, stworzyliśmy akcję społeczną z chwytliwym hasłem „Dwie łyżeczki dziennie. Codziennie.”. Nie wiem dlaczego, ale nagle Naranja zaczęła znikać, a w porcie został kupiony nowy dżem. Epic win!

10917339_775547539148684_4696241011886821155_nWesoły kambuzik, czyli kuchnia po satkowemu

Alchemik

Gdy wkroczyliśmy na wody Tureckie, każdy załogant miał obowiązek złożyć zeznanie cłowe, na którym trzeba było zaznaczyć ile przechowujemy wódki, elektroniki, papierosów itd. Zgodnie z prawdą odznaczyłam jednego tableta i telefon. Po mnie wpisywała się reszta mojej wachty, czyli nauczyciel od chemii, dwie Zosie i Bartek. Kiedy nieśliśmy kartkę kolejnej wachcie, zauważyliśmy, że Pan Kuba najpierw wpisał wódkę, ale skreślił i zmienił na telefon. Bardzo rozbawiła nas ta informacja, gdy wzięliśmy pod uwagę jego profesję. Szalony z niego chemik.

Nietykalny

Jeden z odwiedzonych przez nas portów był przy Atenach. Przed dopłynięciem do niego musieliśmy ładnie sklarować żagle, co polega na wejściu po drabince na maszt, przejściu na reję i ładnym przywiązaniu do niej żagla. Klarując przed dopłynięciem do Piresusu zdarzył się niemiły wypadek, mianowicie – kolega z mojej klasy spadł. Wypiął się za szybko, perta pod nogą się ruszyła i stracił równowagę na najniższej rei. Złamana miednica i pęknięty krąg. Słowem – zostaje dłużej w Atenach. Na początku na statku panował ponury nastrój, jednak po odwiedzinach w szpitalu wpadliśmy w lepsze humory i wśród uczniów zaczął krążyć żart stylizowany na filmie „Nietykalni”, który rozbawiła nawet samego Mateusza.

Gdzie znajdziesz Mateusza? Tam, gdzie go zostawiłeś.

Więcej chyba nie muszę tłumaczyć. 😉
10513335_721880364570677_965717867663500204_n

Maczematyka

Nasza nauczycielka matematyki dostała na rejsie imię Pani Maczeta, co z resztą bardzo jej się podobało. Do każdego ucznia podchodziła bardzo indywidualnie i kiedy jednej z Zoś musiała wytłumaczyć funkcje, starała się jak najbardziej trafić na jej „fale”. Chcąc pokazać w łatwy sposób prosty wykres funkcji, narysowała na tablicy kary w zależności od ilości popełnionych błędów na jej lekcji.

Kiedy chciała pokazać, że każdy argument ma tylko jedną wartość stwierdziła krótko:

„przecież nie gryzę, jak kopię”. Najlepsza matma ever.

10885294_780282768723221_4682296674972679505_n

Wykres funkcji maczematycznej na tablicy w mesie. Wszyscy mogli go podziwiwać.

Nie ma rączek – nie ma ciasteczek

Pewnego dnia był bardzo silny wiatr. Po południu rozbrzmiał alarm do żagli – będziemy się brasować. Polega to na przeciąganiu linami rei na inny kąt względem wiatru. W skrócie – połowę lin się ciągnie, a drugą połowę luzuje. Ja razem z Zosią stanęłyśmy przy stanowiskach do luzowania, a na komendę zaczęłam powoli oddawać podwójnie obłożoną linę. Niestety Zosia nie pamiętała o tym zabezpieczeniu i wielkie siły wyrwały jej linę do przodu tym samym parząc i rozcinając dłonie o środka. Ta to ma dobre sposoby na niepisanie sprawdzianu z fizyki, nie?

10913614_782432745174890_2036073161_n

O autorze:

Agnieszka Bujak – niby nieduża wzrostem, ale za to wielka duchem, choć nie zawsze zdaje sobie z tego sprawę. Ambitna; daje z siebie wszystko w każdej sytuacji. Jeśli tylko czegoś się podejmie, a pomysłów ma milion na minutę, już wiedz, że niedługo zamieni się to w złoto, diamenty i mundur w marpacie. Najbardziej na świecie kocha swojego kałasznikowa Piotrusia. Jest bardzo aktywna i lubi bezinteresownie pomagać ludziom. Mieszka Na Polance, ale woli las i wodę. Sprzedaje NAJLEPSZE wyrzutnie. Robi ładne rzeczy, czyta komiksy o małych kaczuszkach i podsłuchuje prysznicowe przyśpiewki pozostałych autorów.


Spodobał Ci się ten wpis? Udostępnij go na Facebooku!

Polub nas na Facebooku i obserwuj na instagramie, by nie przegapić kolejnych wpisów./niewidzialni” target=”_blank”>obserwuj na instagramie, by nie przegapić kolejnych wpisów.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Relacje. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s