WFWK2 oczami uczestników

Wiecie już, co działo się na WFWK oczami organizatorów. A jak to wyglądało z punktu widzenia uczestników? Co im się podobało? Co wspominają najlepiej?

DSCI0129

Michał (BZPP)

Na WFWK2 ruszyliśmy sporą grupą znajomych. Ucieszyliśmy się na myśl, że wszyscy będziemy w jednej drużynie, czyli BZPP. Całość była bardzo dobrze przygotowana i duży plus za wpisanie godziny szybciej przy rozpoczęciu, bo nawet ludzie, którzy lubią się spóźniać, nie mieli na spóźnienie okazji 🙂 Wyznaczenie zadań w postaci rozdania kartek, które należało otworzyć o konkretnych godzinach, pozwoliło na poczucie się tak jakbym dostał to zadanie nagle przez radio od dowództwa. Najlepsze akcje to przede wszystkim eskorta dziennikarki – tyle ludzi idących w określonych pozycjach równocześnie robiło wrażenie. Drugą bardzo klimatyczną akcją było zadanie zniszczenia rafinerii, która okazała się bunkrem. Będąc wraz z oddziałem pod ostrzałem z tego betonowego tworu, czułem się jak w filmie wojennym – bach, Pablito dostał, woła mnie, wskoczyłem w jakiś rów, woda powyżej kostek (co zauważyłem dopiero potem po śladach na nogawkach i chlupaniu w bucie), dobiegam, leczę go, a tu nagle koło mnie seria z jakiegoś karabinu. Naprawdę dynamiczna akcja. Śmiesznym momentem było, gdy podczas eskorty VIP’a wraz z Pawłem oflankowalismy wroga, patrzymy, a tam dwie głowy, no to na trzy zaczęliśmy do nich strzelać i w tym momencie całe krzaki przed nami ożyły i około ośmiu przeciwników zaczęło się wycofywać. Wyglądało to, jakby się rozmnożyli lub wyrośli spod ziemi. Mina Pawła bezcenna 😀 Walka była naprawdę fair, nie było jakiegoś hejtingu ze stron jednej czy drugiej drużyny na wynik całego LARP’a. Ciekawym smaczkiem była też możliwość wykupienia sobie najemników z Hamburgerii za wymyśloną walutę (Tanie Batony). Mam nadzieję, że będzie więcej tak licznych albo i liczniejszych eventów w okolicach Wrocławia.

DSCI0134

BZPP

Sebastian (BZPP)

Wielka Fabularna Wymiana Kompozytu II- „Mrozy Smutberii” oczami Eclipse

Na WFWK II wybraliśmy się głównie, ponieważ słyszeliśmy dużo dobrego o pierwszej edycji. Ale w zasadzie żadnych konkretów – było dużo osób i jakiś tam scenariusz strzelanki. Z naszego teamu nikt nie był na pierwszej „Wymianie”, więc stwierdziliśmy, że fajnie byłoby się wybrać całą ekipą na jakąś strzelankę. Na forum jak zwykle wydarzenie, zapisało się dużo osób – stwierdziliśmy: fajnie, będzie miał kto do nas i my do kogo strzelać. I pomijając fakt, że wszyscy chcieli wziąć udział w typowej, jak się wydawało, rąbaninie na BBsy, zaciekawił mnie scenariusz. Z góry było wiadomo, jakie cele ma każda z drużyn, a to nieczęsto zdarza się na naszym wrocławskim forum.
W teamie wszystko zostało ustalone, ludzie potwierdzili swoją obecność – teraz pozostało tylko przygotować szpej, wstać o odpowiedniej porze i dojechać. To o dziwo nie okazało się aż tak problematyczne, jak myślałem. Już na miejscu – spotkanie ze starymi znajomymi i poznanie nowych twarzy, w tym organizatorów, bo do tej pory osobiście takiej przyjemności nie miałem. Tradycyjna chwilka dla spóźnialskich, następnie podział na ekipy i w drogę (dobrym pomysłem było napisanie z góry, który kamuflaż do jakiego składu – wyeliminowało to późniejsze problemy z podziałem ludzi). Już na początku, mimo posiadanej mapy, dużo śmiechu przyniosło nam znalezienie Spawna. Jak się okazało, wiedza ze szkolnych lekcji geografii niewiele pomaga, gdy dostaje się mapę z prostokątnym układem współrzędnych i mniej więcej wie się gdzie jest, oraz gdzie trzeba dojść. Ok pomińmy sprawę odnajdywania się na mapie, bo sprawiało to nam problem przez całą „Wymianę” (mimo że każdy wiedział, gdzie w teorii powinien się udać z następnym zadaniem). Na początku nie działo się nic niesamowitego – pierwsze zadanie, jak się okazało, udało nam się, lecz chyba nie w określonym czasie. Dzięki moim wysiłkom oraz jeszcze dwóch osób z naszego teamu udało się zostać trafionym – skończyło się to na interesującej rozmowie, co myślimy na temat powrotu na spawn. Jednak przy kolejnym zadaniu okazało się, że nie narobiło to takich problemów, jak myśleliśmy – na swojej drodze spotkaliśmy oddział przeciwnika, który najprawdopodobniej transportował dzieło – problem pojawił się w momencie, gdy zaczęliśmy ich liczyć – ich ok. 15, nas 6… Ale co zrobisz? Nic nie zrobisz! Działamy! Rozpoczęliśmy ostrzał, mniej lub bardziej skuteczny, ale podziałało – zatrzymali się. No to super, teraz wystarczy nie zginąć i ustalić, gdzie jest reszta – wciskam PTT, zaczynam krzyczeć do PMRki… i trach – obrywam. Ok, spoko stary, masz jeszcze drugie życie, podnosi mnie kumpel z teamu, ja ratuję następnego – minutę oraz jakieś 6 magazynków później obrywamy znowu. Następuje kolejne stwierdzenie, co sądzimy o przeciwnikach i powrocie na spawn. Ale jak się okazało nie wszyscy padli – jeden z naszych został niezauważony i pominięty w rachunkach przeciwnika. Multicamo robi swoje – w trawie prawie go nie widać, zasięg niby ma [jeden z naszych – przyp. redakcji] i zapas amunicji też, ale nie ma co się śpieszyć – przeciwnik sam się zbliża. Nagle (aby nie mówić kto to był) E06 wyskakuje i serią kosi dwóch przeciwników. Chowa się, tamci nie wiedzą, co się stało – na minach przerażenie. Chyba po raz pierwszy widziałem taki strach u kogokolwiek na strzelance. Chwilka przerwy, znów wyskok – kolejni padają, niestety, tym razem przeciwnik już wie, gdzie jest nasz. Są pozytywy – teraz tylko uzupełnić amunicję, wrócić na spawn i jedziemy dalej…
Nie będę rozpisywać się o całej reszcie WFWK, bo jeszcze tylko bym coś pomieszał… Jeśli ktoś chce się dowiedzieć więcej, to po pierwsze niech żałuje, że nie było go na II edycji i niech koniecznie wybierze się na III.

DSCI0133

Fransgaz

Mateusz (Fransgaz)

Zamglony poranek, dom biały na Sołtkach. Znowu poligon. Wreszcie kolejna WFWK. Oczekiwania były spore po sukcesie pierwszej edycji, czy zostały spełnione? Posłuchajcie.
O barbarzyńskiej porze 8.00 nasz oddział (na razie 6-osobowy) wysiadł z transportera opancerzonego 119 firmy MPK Wrocław. Szybki marsz na poligon, pierwsze, co nas uderza? Wz 93 wszędzie, dosłownie wszędzie ! Multicamu prawie że nie ma. Cóż, będzie ciekawie, zdaje się, że Fransgaz ma niezłą przewagę liczebną. Na szczęście walczymy po właściwej stronie. Znajdujemy wolny kąt, plecaki na ziemię, i szykujemy się do akcji.
Wyjmuję M16, regulacja hop up, celownik OK, wszystko działa! I jak to czasem bywa nie działało nic, bo 5 min później mka odmówiła współpracy. Przezorny zawsze ubezpieczony, więc z pokrowca szybko wywędrowała pompka AGM, magazynki do kieszeni i biegiem na odprawę.
Siły obu stron zbierają się przed budynkiem, w międzyczasie przychodzi spore wsparcie dla BZPP. No i to by było na tyle przewagi liczebnej. Z dachu przemawia król Iwan Iwanowicz Pikselow, szybki wybór dowódców, no i jakoś tak skończyło się to w…
Skończyło się to w bunkrze. W bunkrze ciasnym i wyładowanym po brzegi, rozkazy z dowództwa – utrzymać się 60 min. Niby nic trudnego, damy radę.
Oddziały rozstawione, czujki w pobliskim lesie i na drodze. Karabin maszynowy okopany, przeczesuje otwarte pole przed bunkrem. Czekamy.
Czas się lekko dłuży, zaczynają się dyskusje, stoję oparty o ścianę. Nagle radio przy pasie zaczyna szumieć. Głosy cichną, czekamy na meldunki, a tu co? A tu przeciwnik jakimś trafem także wybrał kanał 4 do komunikacji. Rozbawieni słuchamy, co tam porabiają, grzecznie czekamy, kiedy wróg przetrząsa śmietnisko 100 m od nas. Nagle meldunek, wreszcie nasi – czujka ma kontakt, parę przechwyconych meldunków od BZPP i po naszej czujce.
Zbieramy się, karabiny w oknach – koniec obijania się, teraz już idą do nas. Pierwsi wrogowie wlewają się na pole. RPK daje ognia, wgniata ich w ziemię. No nie, panowie, tędy nie przejdziecie!
Za chwilę strzały z prawej, uśmiech na twarzy. Wcale nie rozstawiłem tam w lesie swoich ludzi, by przywitali gości 15 min wcześniej. Bunkier gęsto daje ognia, praktycznie każdy karabin ma coś do roboty poza moją strzelbą. Cóż, brak zasięgu bywa bolesny. Wreszcie pada rozkaz odwrotu, wyskakujemy pojedynczo tyłem bunkra, bieg przez pole, trochę walki i bezpieczni. Chwilowo…
Fransgaz – BZPP 1:0
Ze zmiennym szczęściem walki toczą się wokół białego domku, nie było źle, ale wybaczcie, opisu tych walk nie będzie, bo sam ich mało zażyłem; najpierw wpadliśmy na Uber komandosa wynajętego przez BZPP i początek walk spędziłem, kryjąc się przed nim w krzakach żałując, że nie mam żadnych granatów by go sprzątnąć. Gdy poszedł, szturm ruszył na biały. Obchodzę budynek, za rogiem przeciwnik, strzelam, a tu oczywiście UBER. Resztę szturmu spędziłem, maszerując na respa. Walki o dom trwały dość długo, ale że nie jest to raport, pominiemy je. A historia toczy się dalej…
Zimno, leżymy w trawie – cały oddział na środku pola. Ubezpieczenie zasadzki, dostaliśmy cynk, że konwój przeciwnika ruszył, zasadzka stoi. Nasza misja jest prosta – mamy uderzyć na wycofującego się z zasadzki wroga. Mój oddział rozłożył się w trawie wygodnie, jedni drzemią, inni żują słomki, mamy czas. Mija 10 min, 15 min, nadal cicho. Po chwili głosy, szybka gotowość, karabiny w dłoń, oczekujemy, kiedy nasi otworzą ogień. Cywil!!! Fałszywy alarm, to jeszcze nie oni. Siadamy z powrotem, w krzakach 100 m od nas jakieś trzaski, rozmowy i rozkazy. Dobrze, wreszcie się rozgrzejemy – to oni. Palce wędrują na spust, gotowi do ataku, niech tylko odezwie się KM przy drodze. Nagle ziemię przed nami przeorała seria, z prawej? Co jest!? Mieliśmy pecha, dowództwo nie założyło żadnych czujek na wypadek, gdyby nie poszli drogą. Wpadliśmy pod ostrzał na otwartym polu. Zrywam się – Odwrót! Do mostu, biegiem! Tu nie mamy szans, sieją gęsto, a nam nijak się odgryźć bez poważnych strat. Szybki odwrót pod ostrzałem, wpadamy na drogę. Niespodzianka! Droga w rękach wroga. Walą do nas seriami. Zawracamy, przedzieramy się rowem. Przed nami rzeka i zerwany most. Kilku naszych, którzy mieli utrzymać go w razie pokonania zasadzki. Przegrupowujemy się, obyło się prawie bez strat tylko jednego człowieka brakuje.
Chwila zastanowienia – co właściwie się stało? Gdzie wyparowała reszta sił Fransgazu?
Od drogi nie słychać żadnych strzałów. Łączności brak. Zostaliśmy sami, a BZPP nadchodzi.
Po chwili dobiega nasz zaginiony towarzysz, jakimś cudem przeżył.
Jakby to ująć, wyglądało to marnie – mostu broni 9 osób, tyle że tylko 6 z nich ma karabiny. Dwa pistolety i strzelba, amunicji mało, nas mało. Szanse marne, normalny Sewastopol.
BZPP nie marnowało czasu, szybko pokazały się pierwsze oddziałki, na razie nie otwierali ognia. Wiedzieli, że nie mamy zasięgu. Kto zdążył ukrył się, może nie będą wiedzieli, ilu mamy ludzi. Szybko rachujemy – ich co najmniej 10, sprzęt pełny, zdaje się że mają KM. Czekamy w napięciu. Wysyłam trzech ludzi, by ściągnęli wsparcie albo przeprawa padnie. Wraca jeden, nie przebili się. Rozpoczął się atak, zajęli wał. Bili tuż zza naszego zasięgu, wychylenie się zza osłony na dłużej niż 2 s to pewna śmierć. Strzelamy rzadko, nie ma większych szans. Chcę wysłać kolejny oddział po pomoc. Jedyny ocalały z ostatniej próby szybko relacjonuje sytuację. Czterech przy drodze, jakichś dwóch po prawej, może da radę. Już posłaniec ma ruszać, gdy zza wału pada informacja – zawieszenie broni od 14!
Radość, utrzymaliśmy most, nie wykonali misji, co prawda konwój był dalej cały, ale do celu nie dotarł. Jakie było nasze zdziwienie, gdy zza wału wyszło 14-15 ludzi (a nie tych 4 jak się nasz ocalały zarzekał). W każdym razie daliśmy radę i byliśmy straszliwie ciekawi, co też robiła reszta naszych, kiedy się trzymaliśmy ostatkiem sił. Ale to już inna historia.
Ogółem druga edycja WFWK była udana, co prawda niestety pojawiła się nutka goryczy z powodu pewnych niedociągnięć organizacyjnych jak np. niedobór map, flaga, której w żadnej bazie nie było, czy przeskoki fabuły, po których broniąc jednego okna nagle dowiadywałeś się, że wykonaliście X misji, o których nic nie wiedziałeś.
Pomogłoby też generalnie oznaczenie respów jakąś taśmą (bo potem są pytania – „Ej, ty żyjesz czy się respisz tutaj?”), może wyznaczeni medycy, bo „każdy leczy tak jak może, trochę lepiej, trochę gorzej” powoduje straszliwe spory o terminatorzenie.
Ale że WFWK to młoda impreza, czekam na 3 edycję i mam nadzieję, że pobije na głowę obie poprzednie.


Spodobał Ci się ten wpis? Udostępnij go na Facebooku!

Polub nas na Facebooku i obserwuj na instagramie, by nie przegapić kolejnych wpisów.

Reklamy

Informacje o Edzia

Studentka informatyki, która w wolnym czasie lubi biegać po lesie z karabinem. Nałogowo czyta powieści Stephena Kinga (i nie tylko) i pije herbatę. Jest wytrzymała, systematyczna i punktualna. Można o niej powiedzieć, że jest wzorową uczennicą, grzeczniutką i milusią. Ci, którzy tak mówią, nie widzieli jej z karabinem w ręku. Jeśli Cię nie lubi, lepiej uciekaj albo od razu skocz z mostu. Pomimo trójki młodszego rodzeństwa uwielbia dzieci. Najchętniej kupiłaby grupkę małych Murzyniątek i niańczyłaby je. Mistrzyni Photoshopa.
Ten wpis został opublikowany w kategorii ASG, Relacje, Wielka Fabularna Wymiana Kompozytu i oznaczony tagami , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „WFWK2 oczami uczestników

  1. Pingback: Blog Niewidzialnych ma już pół roku! | Blog Niewidzialnych

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s