Opowieści pirata (relacja Agnieszki)

Na początek ja (Świder) opowiem Wam anegdotkę. Moja trzyletnia siostra od razu zauważyła, że Aga zniknęła. Już w dwa dni od mojego powrotu z Warszawy, a agnieszkowego wylotu do Malagi zapukała do drzwi mojego pokoju, krzycząc: „Maciek, Maciek, gdzie jest Aga?!”Więc musiałem jej wytłumaczyć, że Agnieszka pływa teraz sobie po Morzu Śródziemnym. Młoda średnio wiedziała, o co mi chodzi i cały czas zadawała dziwne pytania naokoło tematu, udając, że rozumie. W końcu na laptopie pokazałem jej Chopina. Na twarz mojej siostry wypłynął uśmiech zrozumienia. „Ahaaaaa! Aga jest piratem!”- usłyszałem. Od tego czasu młoda bawi się tylko w piratów, ogląda bajki tylko o piratach, a nawet zażyczyła sobie pirackiej pościeli od Mikołaja. I właśnie stąd wziął się dzisiejszy tytuł posta.

Poniedziałek 10.11.2014
Tak jak pisałam wcześniej, spotkaliśmy się oporządzeni o 5.50 na mostku (no dobra, jak zawsze się spóźniliśmy). Na początku praktykowałam spanie na burcie, a że mocno bujało, to musiałam być przypięta szelkami. Niestety obudzono mnie do pilnowania lewej burty, więc próbowałam się nauczyć spać na stojąco, co w połączeniu z szelkami całkiem dobrze mi szło. Nagle, całkowicie niespodziewanie, zaczęło tak padać, że krople waliły w nas z siłą pięści pięciolatka. Wiatr wysuszał oczy, a moja burta była nawietrzna. Po piętnastu minutach dałam sobie spokój i odwróciłam się tyłem do tego bałaganu. Wszyscy musieliśmy przejść zbrasować żagle na śródokręcie, co potrwało akurat tyle, by burza skończyła się, jak zaczęła. Po skończonej wachcie była bandera, którą podnosiłam z panią od matematyki. Dzisiaj mam prace bosmańskie i po tym, jak reszta zrobi rejony, muszę poukładać szczotki w skrzyni. Czad. W końcu wyszło na to, że musiałam dwa razy robić skrzynię ze szczotkami i dmuchać ponton ratunkowy. Na pierwszej lekcji był angielski z Karoliną, w bardzo fajny sposób powtarzamy i doprowadzamy do perfekcji wszystkie czasy. Podczas nauki rozbrzmiał alarm do żagli. Kolejnym przedmiotem tego dnia miał być WOS, ale Marta nie wychylała dzisiaj głowy zza burty. Na tej godzinie napisaliśmy wypracowanie o święcie niepodległości i zrobiliśmy większość zadań z matmy, dzięki czemu zostaniemy krócej po południu. Przed obiadem odbyła się jeszcze fizyka, na której zorganizowaliśmy naszą pracę na ten rejs. Ogłoszono alarm do żagli. Po posiłku wszyscy obowiązkowo musieliśmy się stawić na zajęciach dodatkowych z nawigacji, na których uczyliśmy się wypełniać dziennik pokładowy. Kto się uczył, ten się uczył, ja na przykład spałam. Po zajęciach nawigacyjnych zrobiliśmy język polski i opracowaliśmy wyprawę Odysa, która pokrywa się częściowo z nasza trasą. Następnie mieliśmy okienko, na którym czytałam ciekawą lekturę i skończyłam matematykę. Ostatnią lekcją tego dnia była chemia, czysto organizacyjna. Od następnych zajęć zaczniemy robić pochodne węglowodorów. Od razu po zakończeniu szkoły zaczęła się wachta nawigacyjna, na której sprawdziliśmy „nabyte umiejętności” z zajęć dodatkowych. Było śmiesznie, ja miałam między innymi ocenić widoczność w skali 0 – 12. Wynik, który mi wyszedł po zbadaniu widoczności był ultramegagiga dobry. Niestety nie ma takiej skali, ale dałam maksa. Razem z panią Izą, gdy weszliśmy na (coś dziwnego na statku, czego nie doczytała ze zdjęcia ani Edyta, ani Świder), podziwiałyśmy gwiazdy. Widok był niesamowity, zupełnie niespotykany w miastach. Pani Iza bardzo dużo wie o astronomii, czym mnie bardzo zafascynowała. Opowiadała mi o galaktykach, układach planetarnych i latach świetlnych nad nami. Od razu po kolacji nadeszła godzina nauki indywidualnej, na której przygotowałam się na następny dzień szkoły. Teraz już jestem gotowa do spania, tylko kończę ten dziennik. Jutro standardowo – wstaję o 3.30.

Wtorek 11.11.2014
Na poranną wachtę obudzono mnie o 3.46, czyli 4 minuty do zbiórki. Całe szczęście ubrałam się szybko. Bez szelek, ale nieważne. Pierwsze trzy godziny praktycznie przespałam na pokładzie między tratwami ratunkowymi. W międzyczasie musiałam zrobić wpis w dzienniku. Ale po wczoraj nie miałam z tym żadnego problemu. Na koniec przez godzinę stałam na dnie i czyściłam kabestany. Podczas stawiania nowej bandery Marabut opowiedział gawędę o niepodległości i poszliśmy na śniadanie. Karolina (nauczycielka od ang.) nawdychała się pasty do mosiężnych kabestanów i gadała głupoty. Dzisiaj w ramach prac mam maszyny, więc praktycznie nic nie robię. W czasie, gdy wszyscy powinni robić swoje prace, ogłoszono alarm do żagli. Zbrasowaliśmy żagle i poszliśmy na lekcje. Skończyliśmy już na polskim tematy dla wszystkich, ale i tak poszłam na niego, bo robię literaturę wojenną. Mówiliśmy o „Kamieniach na szaniec”, „Ptakach ptakom” i „Elegii o chłopcu polskim”. Po tych zajęciach mieliśmy geografię, która była naprawdę świetna. Nigdy nie miałam tak ciekawie prowadzonych lekcji geo. Dowiedziałam się trochę o Afryce, pracowałam z mapą i zadawałam mnóstwo pytań. Następnie odbył się angielski, na którym rozmawialiśmy o narkotykach i alkoholu. Dostaliśmy na następną godzinę trochę zadań i ćwiczeń, które Karolina potem sprawdziła. Na obiad były pierogi i barszcz. Podczas jedzenia odwołano nam popołudniowe lekcje. Odbyła się spartakiada. Musieliśmy na niej przeciągnąć linę, rozpoznawać nazwy lin, wspinać się na reje (po linach) i rozpoznawać załogę zawodową, widząc tylko stopy. Później mieliśmy „dodatkowe zajęcia”, na których głównie pisałam tę relację, udając, że to notatka. Później chciałam zrobić sobie język polski, ale zmuszono mnie do wachty. Zrobiłam na niej okładkę do naszego dziennika pokładowego, zrobiłam wpis i resztę przegadałam z Bartkiem. Mamy tyyyyle wspólnych tematów! Wprost uwielbiam wachty nawigacyjne. Świetni ludzie, niesamowite widoki, dziwne warunki pogodowe i jeszcze dziwniejsze pozycje do spania. Po wachcie zjadłam kolację i umyłam się. Teraz jest godzina nauki własnej, na której zrobiłam trochę angielskiego. Zaraz idę spać i nastawię budzik na 3.35. Jak wrócimy do domu, będziemy się budzić w środku nocy i chcieć luzować liny. Jak będzie czas, to rozwinę temat, bo to kolejna bania z Karoliną.

O autorze:

Agnieszka Bujak – niby nieduża wzrostem, ale za to wielka duchem, choć nie zawsze zdaje sobie z tego sprawę. Ambitna; daje z siebie wszystko w każdej sytuacji. Jeśli tylko czegoś się podejmie, a pomysłów ma milion na minutę, już wiedz, że niedługo zamieni się to w złoto, diamenty i mundur w marpacie. Najbardziej na świecie kocha swojego kałasznikowa Piotrusia. Jest bardzo aktywna i lubi bezinteresownie pomagać ludziom. Mieszka Na Polance, ale woli las i wodę. Sprzedaje NAJLEPSZE wyrzutnie. Robi ładne rzeczy, czyta komiksy o małych kaczuszkach i podsłuchuje prysznicowe przyśpiewki pozostałych autorów.


Spodobał Ci się ten wpis? Udostępnij go na Facebooku!

Polub nas na Facebooku i obserwuj na instagramie, by nie przegapić kolejnych wpisów.

Reklamy

Informacje o czlowiekktorybylczolgiem

przyszły reporter (jak się uda), pasjonat historii i dusza towarzystwa. Uwielbia wszystko, co związane z militariami, godzinami może mówić o czołgach. Ma głowę pełną pomysłów, które stara się na bieżąco zrealizować. Uwielbia lasy, chciałby kiedyś sobie kupić jeden i nigdy z niego nie wychodzić. Gdyby nie było to niepoprawne społecznie obrósłby mchem i został drzewem. Zawsze nosi ze sobą apteczkę pierwszej pomocy i śpiewa pod prysznicem.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Relacje i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s