Relacja blogowego żeglarza często się nie zdarza

W tym zeszycie będę spisywać moją przygodę życia, zwaną także niebieską szkołą.

malaga3

malaga tiki taki 2

Malaga z samolotu

Na razie mało się działo, pożegnałam się z dziadkami, mamą i Świdrem, popłakałam się i poznałam parę osób: dwie Zosie, Mateusza, Agnieszkę i Paulinę. Są całkiem mili. Lecę teraz do Lizbony. Jestem jedyną w swoim rzędzie uczestniczką rejsu. Boję się trochę latać, ale mężnie usiadłam przy oknie i nie odrywałam wzroku od widoków. Zdecydowanie za dużo oglądałam „Katastrof w przestworzach” na National Geographic Chanel.

Wieczorem

Jakieś 40 minut temu wylądowałam w Lizbonie. W samolocie zjadłam biedny obiad i rozgryzłam intrygę pijanych colą pasażerów. Koło mnie siedziała grupka znajomych lecących w delegacji na szkolenie do Portugalii. Z godziny na godzinę stawali się coraz bardziej weseli i wymieniali się butelką z coca colą. Tyle że nie było w niej tylko coli. A to spryciarze. Kiedy lądowaliśmy, tak bardzo rozbolała mnie głowa i uszy, że myślałam, że właśnie ogłuchłam. Nie mija się to bardzo z prawdą, bo właśnie zaczynałam zdawać sobie sprawę, jak musi się czuć mój przygłuchy dziadek.

Dzień następny

malaga tiki taki1

Malaga z samolotu

Wczoraj około północy nasz samolot wylądował w Maladze. Poznałam w nim Kacpra i pogadaliśmy sobie trochę o muzyce i airsofcie. Dostałam zatyczki do uszu, które będą moim zbawieniem. Do portu dotarliśmy autobusem. Nie stawał on blisko Chopina, więc musiałam tachać mój 120-litrowy worek żeglarski. Na szczęście pomogła mi Zosia, która ma walizkę ze stelażem. Wzięła mój mniejszy plecak. Na statku rozdzielono nas do kajut i wacht. Udało mi się być z dwiema fajnymi dziewczynami i naprawdę miłym Bartkiem. Po rozłożeniu bagażu poszłam szybko spać, bo o 6.40 miałam wartować. Przespałam trzy godziny i wbrew całej logice byłam naprawdę wypoczęta. Na warcie stałam z Zosią, co 7 minut jedna z nas robiła obchód. Dwa razy budziłyśmy wachtmana, bo trap się obijał o reję. Było całkiem miło. O 8.15 stawiałam z drugą Zosią banderę, a po apelu poszliśmy na śniadanie. Kolejnym moim zadaniem były rejony, czyli sprzątanie wraz z towarzyszem z wachty wyznaczonego rejonu. Ja z Mateuszem dostaliśmy główny korytarz i dwie toalety. Trochę nam zajęło, więc spóźniliśmy się na szkolenie z zakładania uprzęży. Szybko nadrobiliśmy zaległości i poszliśmy na kolejny blok zajęć – teoria ożaglowania. Tam poznaliśmy podstawowe pojęcia dotyczące manewrowania żaglami i poznaliśmy nazwy niektórych lin. Wtedy przyszła kolej na serię zajęćmaszt chopina2 praktycznych, na których nauczyliśmy się jak brasować reję, wodować pontony i stawiać bermudzkie żagle. Na tym ostatnim było nawet zabawnie, bo zostałam przydzielona do ogarniania kontrafału. Wszyscy sobie poszli, a ja się zdrzemnęłam 10 minut na dziobie, nim padły pierwsze komendy. W trakcie klarowania liny żagla rozbrzmiał intensywny dzwonek na obiad. Jedzenie było bardzo dobre, kambuz się postarał. W trakcie delektowania się przysmakami zrobionymi z pomocą Bartka i Agnieszki, nadano przez głośniki zbiórkę w klasie. Po przybyciu wszystkich  członków młodocianej załogi zrobiono nam wykład na temat bezpieczeństwa na statku i różnych alarmów. Większość osób spała (nawet nauczycielka angielskiego), więc w razie wypadku, to ja będę miała największe szanse ratunku! Po prezentacji i wykładzie mieliśmy kilka chwil przerwy, w których pisałam ten dziennik.

malaga4 palma odbija

O autorze:

Agnieszka Bujak – niby nieduża wzrostem, ale za to wielka duchem, choć nie zawsze zdaje sobie z tego sprawę. Ambitna; daje z siebie wszystko w każdej sytuacji. Jeśli tylko czegoś się podejmie, a pomysłów ma milion na minutę, już wiedz, że niedługo zamieni się to w złoto, diamenty i mundur w marpacie. Najbardziej na świecie kocha swojego kałasznikowa Piotrusia. Jest bardzo aktywna i lubi bezinteresownie pomagać ludziom. Mieszka Na Polance, ale woli las i wodę. Sprzedaje NAJLEPSZE wyrzutnie. Robi ładne rzeczy, czyta komiksy o małych kaczuszkach i podsłuchuje prysznicowe przyśpiewki pozostałych autorów.


Spodobał Ci się ten wpis? Udostępnij go na Facebooku!

Polub nas na Facebooku i obserwuj na instagramie, by nie przegapić kolejnych wpisów.

Reklamy

Informacje o czlowiekktorybylczolgiem

przyszły reporter (jak się uda), pasjonat historii i dusza towarzystwa. Uwielbia wszystko, co związane z militariami, godzinami może mówić o czołgach. Ma głowę pełną pomysłów, które stara się na bieżąco zrealizować. Uwielbia lasy, chciałby kiedyś sobie kupić jeden i nigdy z niego nie wychodzić. Gdyby nie było to niepoprawne społecznie obrósłby mchem i został drzewem. Zawsze nosi ze sobą apteczkę pierwszej pomocy i śpiewa pod prysznicem.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Relacje i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „Relacja blogowego żeglarza często się nie zdarza

  1. andrzej1234 pisze:

    Ejjj! Bo… Ja bym prosił o wytłumaczenie, co to jest co się obijało o to drugie coś, co się robi jak „brasujesz reję”, i czym jest ten kontafał, bo brzmi jak niedorobiony kontrabas… 😀 czekam na więcej!

    Polubienie

    • czlowiekktorybylczolgiem pisze:

      Brasowanie to ustawianie rei pod odpowiednik kątem do wiatru.Kontrafał to jedna z pierdyliarda lin. Reja jest poziomym drzewcem, do którego jest przymocowana góra żagla, a trap to taka śmieszna deska, którą piraci w filmach schodzą na ląd. 🙂 Będzie więcej, gdy autorka dopłynie do portu i wyśle mi zdjęcia swojego dziennika

      Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s