Wywiad z weteranem II wojny światowej

W poprzedni weekend miałem okazję przeprowadzić wywiad z odznaczonym bohaterem wojennym, żołnierzem 2. Armii Wojska Polskiego, weteranem forsowania Nysy Łużyckiej, walk pod Dreznem i jednocześnie moim wujkiem. Jako że do WP został powołany jako osiemnastolatek dopiero w 44. roku, udało mi się dowiedzieć także ciekawych rzeczy o życiu na Kresach w czasie okupacji. Zapraszam do lektury.

DSCI2443

Wujek ugościł mnie w salonie. Usiedliśmy przy stole, wyciągnąłem długopis i dyktafon. Weteran popatrzył na mnie z dobroduszną pobłażliwością i pochwalił się, że w przeciwieństwie do mnie, to nie jest jego pierwszy wywiad. Po chwili męczącej tremy w końcu zapytałem:

Wujku, opowiesz mi o tym, co robiłeś w czasie II wojny światowej? Słyszałem, że o Twoich przygodach można by napisać sporą książkę. Gdzie służyłeś? Jak wyglądał Twój szlak bojowy?

W marcu 1944 do Jazłowca przyszli Sowieci. Mówili, że chcą nas wziąć do armii. Wybrali wszystkich młodych i wyjechaliśmy wiele kilometrów dalej. Jednak nie wcielili nas do wojska, ale rozkazali kopać okopy i budować umocnienia. Szybko uciekłem.

Co się stało po Twojej ucieczce, wujku?

Poprzez front, który wtedy się już przesunął, ale był dziurawy jak sito, przedostałem się z powrotem do Jazłowca. W tym czasie byli już tam Niemcy. Musiałem ukrywać się w lesie, bo robili łapanki i wywozili młodzież na roboty przymusowe.W maju Niemców zastąpiła armia węgierska. (Tutaj na twarzy wujka pojawia się uśmiech.) Oj, z Madziarami dobrze się żyło.

Z kim?

Z Madziarami, znaczy się z Węgrami. Przezwisko wzięło się stąd, że jak się pytało „ Du bist Deutsche?” [z niem. „Jesteś Niemcem?”], oni z oburzeniem kręcili głowami i odpowiadali, że są „Maygar” (Węgrzy nazywają się tak w swoim ojczystym języku).

Jak to było, gdy okupantami byli Węgrzy?

Wróciłem w końcu do domu. Żołnierze kazali mi zajmować się końmi. Codziennie musiałem wozić termosy z jedzeniem z kuchni polowej do okopów. Gdy zboże dojrzało, zorganizowali nas i pojechaliśmy kosić. Ja kosiłem z jednym starym Madziarem. Po dłuższej chwili koszenia poczułem opór kosy, ale szarpnąłem i jakoś poszło. Mój Węgier zobaczył, że zerwałem jakiś kabel i zwrócił mi uwagę. Związaliśmy go szybko na supeł i kosiliśmy dalej. Nie minęło wiele czasu gdy z obozu przyszło do nas dwóch Madziarów sprawdzających felerny przewód. Gdy zobaczyli węzełek, a później mnie koszącego niedaleko zboże, szybko domyślili się, kto im zepsuł linię. Nazwali mnie sabotażystą. Przewód łączył stanowisko obserwacyjne z baterią artylerii. Tych dwóch chciało mnie zabrać, ale mój stary Madziar stanął w mojej obronie. W końcu się udało. Naprawili usterkę, sprawdzili czy wszystko działa i wrócili do obozu.

Kiedy Węgrzy opuścili miejscowość?

W lipcu, gdy zbliżał się front. Nie bronili nawet swoich okopów, tylko wycofali się. W tym czasie potrafiłem przynieść do domu po siedem karabinów dla naszej samoobrony. Później ponownie przyszli Rosjanie i powołali do wojska osiemnaście roczników. Każdego od 18 do 36 lat.

Mieliście samoobronę?

Tak, w niej też służyłem. Broniliśmy się przed banderowcami. Ale to już inna historia.

Co tym razem zrobili z wami Rosjanie?

Wieźli nas w wagonach bydlęcych aż do Żytomierza przez siedem dni. Cały ten czas dawali nam tylko suche racje żywnościowe i wodę. Później piechotą przeszliśmy do Chrubieszowa przez Włodzimierz Wołyński. To już był sierpień.

Co działo się w Chrubieszowie?

Przed wojną stacjonowali tam ułani, a teraz my mieliśmy tam ćwiczenia jeszcze bez broni. Na początku dowodzili nami Rosjanie, a później Polacy. Później zgrupowali nas w Ryjowcu. Tam dostaliśmy mundury. Tam ćwiczenia były głównie nocne. Często w nocy lało, a peleryn przeciwdeszczowych nie było. Po powrocie kładliśmy mundury pod siebie na pryczach. Do rana musiały wyschnąć. Łóżka były zrobione z okrąglaków, za poduszkę służył nam plecak, a przykrywaliśmy się zimowymi płaszczami. Tak było aż do wyjazdu na front.

Kiedy wyjechaliście na front? Jakie zadanie przypadło wam w udziale?

W styczniu 45’ roku. Byliśmy trzecią linią w czasie ofensywy. Dotarliśmy aż do Tomaszowa Mazowieckiego. Wyszliśmy stamtąd na początku lutego. Tam już były niemieckie koszary. Mieliśmy normalne łóżka. Nie było prześcieradeł ani koców, ale już były sienniki i łóżka. W Tomaszowie były silosy, w których Niemcy zakisili kapustę. Do dzisiaj ją czuję. Co dnia kapusta. Tak to już było w wojsku.

Gdzie dalej wyruszyliście?

Stamtąd wyruszyliśmy w kierunku na Poznań. Przechodziliśmy przez Leszno, Nowy Tomyśl. W Poznaniu Niemcy jeszcze się bronili. Jak uderzyli Rosjanie, to poszatkowali ich na małe grupy, które my likwidowaliśmy. Później była przeprawa przez Wartę w Szamotułach. Tam barki z cukrem pływały. My ich użyliśmy, by przedostać się na drugą stronę. Stamtąd pojechaliśmy aż na Wał Pomorski. Tam jeszcze długo Niemców bili, gdy nas przerzucili przez całą Polskę pod Wrocław.

Dlaczego akurat tam?

Dowództwo bało się, że niemieckie armie pancerne, które szły z Bałkanów, uderzą na Wrocław, by przerwać okrążenie. No i tak pod koniec marca znaleźliśmy się we Wrocławiu. Tak spędziliśmy święta wielkanocne. Ludność z Polski wysyłała nam, polskim żołnierzom, kto co mógł: pęto kiełbasy, parę jajek, ciasto.

Co działo się dalej?

Spod Wrocławia przerzucili nas przez Bolesławiec do Jagodzina. Tam mieścił się sztab drugiej Armii. Później zluzowaliśmy ruskie wojska na odcinku 20-25 km, nad brzegiem Nysy Łużyckiej. Rosjanie zostawili nam częściowo skończone okopy, więc je dokończyliśmy, bo spodziewaliśmy się ostrzału ciężkiej artylerii. Ledwo dotarliśmy na stanowiska, a z tamtej strony Niemcy po polsku już mówili przez szczekaczki, byśmy przyłączyli się do nich.

Jak wyglądało forsowanie Nysy Łużyckiej?Katiusza BM-13 podczas strzelania

Naprzeciw nas, drugiej armii, stała armia Brandenburska. Nazywała się Brandenburg. 16 kwietnia o świcie rozpoczął się ostrzał artyleryjski. Ciężkie działa i Katiusze zasypywały Niemców stalowym gradem, ale oni nie rezygnowali. Nysa to była ostatnia ich szansa, by nie przegrać wojny. Ta nawała trwała trzydzieści minut, a później piechota ruszyła przez rzekę. Na pontonach, łodziach, drabinach i wpław. W Nysie była woda po pas, a czasami po ramiona. To było straszne. Rzeka była czerwona od krwi.

I to wtedy dostałeś medal, tak?

Tak. Pociski poprzerywały przewód łączności. Ja byłem zwiadowcą. Przyszedł ruski kapitan i zapytał w języku rosyjskim, kto się zgłasza na ochotnika by to naprawić. No to ja wystąpiłem. „A ty nie budziesz się bujał?”-mówił do mnie. Powiedziałem „Zobaczymy, komandir”. Przebiegałem od naszych baterii artylerii do punktu dowodzenia w bunkrze nad Nysą. Tak walili, że można było być nieraz zabitym, nawet dziesięć razy. Na szczęście byłem tylko draśnięty troszeczkę. Po bitwie ten kapitan wystąpił do dowództwa o medal dla mnie. Ja pierwszy w pułku dostałem odznaczenie. Odepchnęliśmy armię Brandenburg i po południu byliśmy już w Rothenburgu, po drugiej stronie rzeki.

Co działo się po bitwie?

Po południu trochę odpoczęliśmy, a później Świerczewski pchnął nas klinem na Drezno. Po co? Nie wiem. To była wielka pomyłka. Zostaliśmy okrążeni przez Niemców, trzeba było się przebijać. Resztę możesz sobie wyobrazić. Z naszej brygady, z trzech pułków, po wojnie zrobili niepełny jeden pułk.

To już był koniec działań wojennych?

Nie. Niemcy po kapitulacji wycofali się w Sudety. Później wyswobodziliśmy Czechy. Niemieccy dowódcy samolotami uciekli do Aliantów, a zwykli żołnierze zostali. Tak to [wojna] się skończyło.

Co się stało z II Armią po wojnie?

Moja jednostka wróciła do Tomaszowa Mazowieckiego. Formowali nas w Grupy Operacyjne, które zbierały zboże z pól by się nie zmarnowało, ścigały bandytów napadających na wioski. Bandy były złożone z dezerterów z frontu. Rosjan albo Niemców. Pod Świdnicą w wiosce zdybaliśmy Ruskich. Ich szefa postrzeliliśmy, kto postrzelił- nie wiem. Wszyscy strzelali. Zawieźliśmy go do szpitala, ale nie przeżył. Później poszedłem do cywila. To już inna historia.

 

Z Czesławem Świderskim, weteranem II wojny światowej, rozmawiał Maciej Świderski.


Spodobał Ci się ten wpis? Udostępnij go na Facebooku!

Polub nas na Facebooku i obserwuj na instagramie, by nie przegapić kolejnych wpisów.

Reklamy

Informacje o czlowiekktorybylczolgiem

przyszły reporter (jak się uda), pasjonat historii i dusza towarzystwa. Uwielbia wszystko, co związane z militariami, godzinami może mówić o czołgach. Ma głowę pełną pomysłów, które stara się na bieżąco zrealizować. Uwielbia lasy, chciałby kiedyś sobie kupić jeden i nigdy z niego nie wychodzić. Gdyby nie było to niepoprawne społecznie obrósłby mchem i został drzewem. Zawsze nosi ze sobą apteczkę pierwszej pomocy i śpiewa pod prysznicem.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Historia. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „Wywiad z weteranem II wojny światowej

  1. Pingback: Niewidzialne podsumowanie miesiąca | Blog Niewidzialnych

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s