Wielka Fabularna Wymiana Kompozytu

W pierwszy weekend po rozpoczęciu roku szkolnego wszyscy znani Wam i nieznani Niewidzialni wzięli udział w airsoftowej grze o wdzięcznej nazwie Wielka Fabularna Wymiana Kompozytu. Była to pierwsza impreza tego typu dla ludzi spoza naszej drużyny. Jej organizatorem był Niewidzialny Maciek Świderski. Przybyli na nią ludzie z różnych środowisk – harcerze, airsoftowcy i inni zainteresowani militariami. Zapraszam na relację z zabawy! Od razu przepraszamy za brak zdjęć, ale zaginęły one w skutek działań wojennych. 🙂

Co się właściwie działo?

Świder opracował całodzienną, fabularną grę z użyciem Air Soft Gun, której mechanikę zaraz wytłumaczę. Duży oddział wojsk Hamburgerów (pierwsza strona konfliktu) zostaje skierowany do walki w fikcyjnym państwie Zaarubii (druga strona). Żyć tam ani walczyć nie jest łatwo, bo skutecznie przeszkadzają w tym cywile sprzedający kozy, dywany i strzelający z kałachów do każdego, kto złamie odwiecznie panujące prawa społeczne. O pomyłkę nietrudno, bo za obrazę uznają min. pomachanie im lewą ręką zamiast prawej czy siadanie w niewłaściwym momencie. Nie nazwałabym ich stroną konfliktu, ale warto o nich wspomnieć.

Zaarubia to państwo bliskiego wschodu, którym rządzi komunistyczny watażka Mahmud Zahariah. Władca sprzedaje broń krajom objętym embargiem ONZ, a gospodarka państwa opiera się na narkotykach. Ludziom w państwie Zahariaha żyje się źle. Pomimo ogólnie panującej biedy Zaarubia ma dobrze rozwinięte wojsko i posiada broń chemiczną, dlatego przed główną inwazją oddziały specjalne muszą zniszczyć jej składy i elektrownię odpowiadającą za zasilanie całego państwa, a ponadto zatrzymać konwój z bronią.

Relacja z wymiany

Wszyscy zainteresowani imprezą zebrali się na Wrocławskim „Grzybie” na poligonie Kozanów o dziewiątej rano i od razu rozpoczęto odprawę. W mojej notatce do relacji jest to ujęte w prosty i czytelny sposób – syf, muzyka i zadania. Jako że się trochę spóźniłam, nie jestem w stanie rozwinąć tego opisu. W każdym razie utworzyły się ekipy, dowódcy dostali rozkazy, a Hamburgery zostali zrzuceni do państwa Zaarubii. Ja i większość Niewidzialnych zostaliśmy w wiosce cywili – pomagaliśmy koordynować całą grę i naprawdę dobrze się bawiliśmy. Wódz naszego plemienia, Ojczulek Assan (czytaj: Świder) kazał mi, Edyciozaurowi (vel Raszidzie) i naszemu fabularnemu wujkowi Szahidowi przejść się na pokojowy spacer po okolicach Wioski. Nie zapomnieliśmy załadować magazynków. Mimo naszych niegroźnych intencji oraz wyraźnych rozkazów by nie atakować cywili, dostaliśmy znienacka serię w plecy od Hamerykańców. „Dobrze wam idzie szerzenie demokracji” – pomyślałam wtedy. Okazało się, że kiedy zeskakiwaliśmy z podwyższenia terenu, wydawało im się, że padamy na ziemię, by przyjąć pozycję strzelecką. Każda wymówka jest dobra. A nie, ta nie jest.

Gdy wróciliśmy do wioski, okazało się, że Hamerykanie, kiedy do nas strzelali, byli w trakcie wykonywania zadania, mianowicie transportowania konwoju humanitarnego dla Wioski. Wódz wkurzył się, że stracił ludzi, więc przyjął pomoc, po czym zabił dowódcę oddziału hamburgerskiego. Gdy Marine się oddalili, by zrespawnować przywódcę, przyszli do nas żołnierze zaarubijscy, aby odkupić od ojczulka Assana paru ludzi do pomocy w walce. Wytargowali jednego, imieniem Mahmud, za 6 kóz i rozegranie partii szachów z przyszłym rekrutem. Kiedy przyszli ci wszyscy żołnierze, miałyśmy z Raszidą dużo roboty – proponowałyśmy ludziom dywany, wyrzutnie i szukałyśmy męża. W końcu to nie przystoi być pannami w naszym wieku, a tu była cała masa wierzących mężczyzn! Znalazłyśmy jednego bardzo przystojnego posiadacza kałacha i zaprowadziłyśmy do naszego ojczulka Assana, który dał nam go jako „męża na spółę”. Niestety żadna wyrzutnia nie została sprzedana, ale to był jedyny minus całej sytuacji. W skrócie: grałyśmy typowe mieszkanki bliskowschodniej wioski.

Kiedy wojsko Zaarubii oddaliło się z naszym kuzynem Mahmudem, graliśmy w szachy, bawiliśmy się z kozami i robiliśmy inne wiejskie rzeczy. Nagle jednak rozległy się strzały, wybiegło dwóch ludzi, którzy złapali ojczulka Assana i schowali się w wielkim dole chronionym od góry betonową platformą. To był ich błąd. Raszida, wujek Szahid i ja, od razu chwyciliśmy za kałasznikowy i zaczęliśmy wybijać hamerykańskich rabusiów. Ojczulek został uratowany, ale demokracja wciąż była szerzona w „jedyny słuszny” sposób.

Równolegle do wyżej opisanego incydentu z grupką zbuntowanych marines obie strony konfliktu próbowały podkraść się do bazy przeciwnika i zabrać jego flagę. Udało się to tylko hamerykanom. Po przegranej bitwie żołnierze wojska zaarubijskiego przyszli oddać nam Mahmuda. W czasie rozmów Wodza Assana z dowódcą, dostałyśmy zadanie pilnować granicy wioski i pokojowo wypraszać wszystkich hamerykanów. Spotkałyśmy na swojej drodze jednego, tak milutkiego, że po tym, jak wytłumaczyłyśmy mu, że ojczulek nie życzy sobie gości, wystrzelił do nas z granatnika (3:0 dla demokracji).

Gdy Zaarubijczycy oddalili się od wioski, znów zaszczycił nas swoją obecnością dowódca Stanów Hamburgerskich. Chciał nawiązać sojusz i wspólnie bronić wspomnianą wcześniej platformę przed atakiem swoich przeciwników. Dostaliśmy całe pliki miejscowej waluty (około 100 Tanich Batonów) i partię szachów z jednym z szeregowych. Nie mogliśmy nie przyjąć takiej propozycji. Wszyscy z naszej cywilnej wioski ukryli się na górze platformy, a amerykanie bronili terenu dookoła. Oblężenie trwało około czterdziestu minut, w trakcie których zauważyłam, że dziś imieniny babci i nie przejmując się krzykiem i strzałami, nie omieszkałam zadzwonić i złożyć życzenia.

Po ukończonej sukcesem akcji obrony „grzyba”, każda ze stron dostała nowe koordynaty. Zaarubijczycy musieli porwać reporterkę wojenną, a hamerykanie siostrzeńca wodza Wioski, Mahmuda. Po tych operacjach mieli się porozumieć w sprawie wymiany jeńców. Ja wcieliłam się w rolę reporterki. Dostałam cywilne ubranie i kamizelkę z napisem „Press”. Nie minęło wiele czasu, a z mojej obstawy nikogo nie zostało, a ja szłam z workiem na głowie prowadzona przez (!) mojego niedawno poślubionego męża, Rahida. Wojsko zaarubijskie zaczęło pertraktować z hamerykańskim i umówili się na jednej z dróg leśnych niedaleko Odry. Podczas wymiany jeńców eskortujący mnie Rahid zastrzelił z ukrytego pistoletu hamerykańca prowadzącego Mahmuda i uciekł z naszą dwójką do swojej bazy. Kiedy ulokowali nas pod mostem z niezbyt dużą ilością straży, zaczęliśmy się zastanawiać, jak by tu uciec (Mahmud chciał wrócić do rodziny, a ja do Hameryki). Idealna okazja nadarzyła się, gdy przyszła Raszida, by wykupić za kozy Mahmuda. Po co tracić kozy – uciekliśmy we trójkę. Kiedy przedostaliśmy się do Wioski i zaczęliśmy cieszyć się nowo zdobytą wolnością dowiedzieliśmy się, co nas czeka.

Ostateczne stracie.

Dojechała do nas jeszcze jedna grupa airsoftowa. Rozegraliśmy to wszyscy przeciwko niej.

Zadaniem było zdobycie i utrzymanie wzgórza przez 20 minut. Połączona drużyna cywili, Hamburgerów i Zaarubczyków postanowiła osiągnąć ten cel poprzez szaleńczy bieg na wzgórze i rozlokowanie na nim swoich sił. Niestety nie wszystko poszło po naszej myśli i zostaliśmy wycięci w pień tuż po wejściu na wzgórze. Do końca czasu biegaliśmy tylko między respawnem i wzgórzem, jednak nie udało nam się wyprzeć przeciwników z górki.

Podsumowując, zabawa była przednia, klimat pierwszorzędny, a strzały celne. Następna taka impreza planowana jest na początek grudnia. Wszyscy zainteresowani proszeni są o kontakt ze Świdrem: mac.swider@interia.pl

Agnieszka Bujak – niby nieduża wzrostem, ale za to wielka duchem, choć nie zawsze zdaje sobie z tego sprawę. Ambitna; daje z siebie wszystko w każdej sytuacji. Jeśli tylko czegoś się podejmie, a pomysłów ma milion na minutę, już wiedz, że niedługo zamieni się to w złoto, diamenty i mundur w marpacie. Najbardziej na świecie kocha swojego kałasznikowa Piotrusia. Jest bardzo aktywna i lubi bezinteresownie pomagać ludziom. Mieszka Na Polance, ale woli las i wodę. Sprzedaje NAJLEPSZE wyrzutnie. Robi ładne rzeczy, czyta komiksy o małych kaczuszkach i podsłuchuje prysznicowe przyśpiewki pozostałych autorów.

Już w poniedziałek możecie wyczekiwać na naszym blogu relacji z zajęć z okazji Dolnośląskiego Festiwalu Nauki w Wyższej Szkoły Oficerskiej Wojsk Lądowych we Wrocławiu. Wrażeniami podzieli się z wami Agnieszka Lucyna. Bądźcie czujni 😉


Spodobał Ci się ten wpis? Udostępnij go na Facebooku!

Polub nas na Facebooku i obserwuj na instagramie, by nie przegapić kolejnych wpisów.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii ASG, Relacje, Wielka Fabularna Wymiana Kompozytu i oznaczony tagami , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

3 odpowiedzi na „Wielka Fabularna Wymiana Kompozytu

  1. Pingback: Wielka Fabularna Wymiana Kompozytu II – zapowiedź pierwsza | Blog Niewidzialnych

  2. Pingback: Blog Niewidzialnych ma już pół roku! | Blog Niewidzialnych

  3. Pingback: Wielka Fabularna Wymiana Kompozytu 3 – relacja | Blog Niewidzialnych

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s